|

Poniedziałek, 16 sierpnia 2004
Podobam się żonie
W ciągu dwóch ostatnich lat zrobił ogromne postępy w bramkarskim fachu. Obecnie uznawany jest za najlepszego bramkarza grającego w Polsce. Wielu uważa, że już powinien zastąpić w reprezentacji golkipera Liverpoolu Jerzego Dudka.
Z ARTUREM BORUCEM, bramkarzem Legii, rozmawiamy o wszystkim oprócz... piłki nożnej.
Życie Warszawy: Modna fryzura, najnowsze ciuchy. Jest Pan trendy?
Artur Boruc: Mam dobrego fryzjera. Maciek Wróblewski zaproponował: stary, zróbmy coś fajnego. Pod wpływem impulsu uległem mu. Spodobała mi się nowa fryzura i tak już zostało. I wcale nie chodzi o to, czy jest to modne, czy nie. Po prostu fajnie się czuje w tak ściętych włosach. Co do ubrania, to przywiązuję do niego sporą wagę. Czasy się zmieniają, faceci też. Każdy chce fajnie wyglądać. Ja również.
Właściciel Legii Mariusz Walter uważa, że będzie Pan magnesem, który przyciągnie na trybuny kobiety.
Jeżeli mam pomóc w powiększeniu liczby widzów, nie widzę przeciwwskazań. Ale jeżli kobiety miałyby przychodzić na mecze zmojego powodu, to tylko ze względu na moje umiejętności, a nie z powodu fryzury.
Bierze Pan często udział w sesjach fotograficznych. Dla pieniędzy czy rozgłosu?
Pieniędzy z tego nie ma. Jestem człowiekiem, który lubi spełniać prośby. Poza tym jestem osobą publiczną, a dzięki takim ludziom łatwo o wzrost sprzedaży gazety. Sam się o to nie proszę. Ludzie przychodzą do mnie z propozycjami.
Jest Pan obiektem westchnień kobiet.
Nie przesadzajmy. Czasami piękne damy poproszą mnie o autograf czy zdjęcie, ale nie zaczepiają mnie. Poza tym kobiety są nieśmiałe. To wcale nie jest tak, że myślą tylko o tym, żeby wskoczyć mi do łóżka. Mam śliczną żonę Kasię i wszystkie uczucia przelewam na nią. Dlatego do innych kobiet zachowuję dystans.
Ma Pan sporo wolnego czasu. Jak go Pan wykorzystuje?
Przede wszystkim odpoczywam w domu. Często oglądam muzyczne stacje w telewizji. Chodzimy także z Kasią do kina czy restauracji. Przecież trzeba sobie jakoś urozmaicać i zmieniać szare życie.
Pana żona bardzo lubi się uczyć. Ostatnio skończyła studia, a mimo to ma zamiar kontynuować edukację. Nie mobilizuje to Pana?
Kasia mogłaby się uczyć przez całe życie. Ja jestem jej przeciwnością. Nie chcę niczego robić na siłę. Dobrze idzie mi w piłce nożnej i skupiam się tylko na tym. Zawsze uważałem, że dobrze można robić tylko jedną rzecz. Nie mógłbym więc łączyć nauki ze sportem. Jestem z wykształcenia mechanikiem samochodowym. Nie dane było mi skończyć technikum. W Warszawie chodziłem do liceum, ale nie miałem motywacji do nauki. Poza tym uważam, że papierek o niczym nie świadczy. Znam wielu magistrów, doktorów czy profesorów, którzy nie reprezentują sobą niczego. Zachowują się sztucznie albo chodzą z podniesionym nosem, wywyższając się. Ja lubię luz i bycie sobą. Za to cenię ludzi. I do tego wcale nie jest potrzebne świadectwo maturalne czy dyplom magistra.
Niebawem przeprowadzi się Pan ze Szmulek do nowego mieszkania. Kto je urządza?
Wszystkim zajmuje się Kasia. Ona wszystko zaczyna i ona kończy. Jej pozostawiam wystrój i wyposażenie. W listopadzie powinniśmy się wprowadzić do nowego lokum.
Gdzie się Pan lepiej czuje - w samochodzie czy w kuchni?
Zdecydowanie w samochodzie. Lubię szybką jazdę i głośną muzykę. A w kuchni to mogę ugotować... wodę. Gdy przeprowadziliśmy się do Warszawy, Kasia nie miała czasu przyrządzać posiłków. Na restauracje
wówczas nie było nas jeszcze stać. Musiałem więc sam sobie coś pichcić. Nie było to dobrym pomysłem, bo przytyłem 10 kg.
Ale teraz już stać Pana na wszystko.
Nie przesadzałbym, że na wszystko. Chciałbym mieć najnowocześniejszego mercedesa, ale przecież go sobie nie kupię, bo mnie na niego nie stać. Poza tym nie mogę szaleć. Mam żonę - komornika (śmiech).
???
Wszystkie pieniądze wpływają na konto Kasi. To rozsądne, bo żona myśli o tym, jak zabezpieczyć nam przyszłość.
Akcje, obligacje...
Najpierw chowaliśmy pieniądze do szuflady. Teraz trzymamy na koncie.
Długo jesteście z Kasią małżeństwem. Żona skończyła studia, więc czas pomyśleć o dziecku...
Na razie nie planujemy. Mnie często nie będzie w Warszawie, a przecież w razie ciąży musiałbym się Kasią opiekować. Nie mógłbym jej zostawić na pastwę losu. Ale gdyby okazało się, że Kasia będzie matką, szalałbym z radości.
Uważa się Pan za przystojnego faceta?
Skąd, przecież nie jestem narcyzem. Wystarczy, że podobam się żonie.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Źródło: Życie Warszawy
.: dodaj komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (0)
|
|