|

Wtorek, 06 czerwca 2006
Piwo przegrało z piłką
Dobrze, że Artur Boruc postawił na futbol. Bo gdyby został w Siedlcach, to mógłby marnie skończyć.
Co bym robił, gdybym nie grał w piłkę? Piłbym piwo z kolegami w Siedlcach - tak odpowiadał Artur Boruc (26 lat), pytany o to, jak potoczyłoby się jego życie bez futbolu. Na szczęście postawił na sport i teraz triumfuje. Za kilka dni rozegra na mundialu najważniejsze mecze w karierze i po raz kolejny udowodni babci Helence, jak bardzo się myliła.
W domu Boruców zdania na temat tego, czym ma się zająć Artur, były podzielone. Ojciec i dwaj bracia (uprawiali hokej), byli za sportem, ale mama i babcia Artka wręcz przeciwnie.
Artur, piłka jeść ci nie da! Pomyśl o czymś innym - tłumaczyła małemu Arturowi babcia.
Teraz widać, że myliła się potwornie, bo jej wnuczek jest jednym z najlepiej zarabiających polskich piłkarzy - co tydzień kasuje w Celticu Glasgow prawie 20 tysięcy funtów!
Anegdotyczną historię z babcią Artura wykorzystali nawet dziennikarze angielskiej gazety "The Sun". Kiedy pisali większy materiał o Polaku, wspomnieli o przestrogach babci, podkreślili, jak bardzo się myliła i dali triumfujący tytuł: "I co teraz, babciu?!"
Chciałby zatańczyć ze Schmeichelem
Najpierw, co Artur wspomina z uśmiechem, był jednak taniec. Bo w jego rodzinnych Siedlcach taniec to poważna sprawa. Jako uczeń podstawówki przez 1,5 roku tańczył zawzięcie, ale w końcu zwyciężyła piłka. Na początku jak inni myślał o strzelaniu goli, ale jak już raz postawili go na bramce, to tak już pozostało do dziś.
Ulubiony numer Boruca? "Jedynka". I nie ma się co dziwić, bo - jak każdy bramkarz - chce być numerem jeden. W reprezentacji Polski miał początkowo "12", ale teraz tej dwójki z tyłu już nie ma.
Idol? Artur nie wymienia żadnego z polskich bramkarzy. Tym, który od zawsze najbardziej mu imponował, był Duńczyk Peter Schmeichel (choć w jego żyłach płynie też polska krew, bo przecież jego ojciec, Tolek Schmeichel, to Polak).
Był dopiero czwarty w kolejce
Pogoń Siedlce - to tam wychował się piłkarsko Boruc, choć w Polsce kojarzy się głównie z Legią. Do Warszawy trafił dość przypadkowo - warszawianie grali na Łazienkowskiej sparing z kadrą U-19. Artur pokazał się z jak najlepszej strony i Legia złożyła mu propozycję nie do odrzucenia. Dzisiaj dla kibiców tego klubu jest bohaterem, ale początki były więcej niż trudne. Najpierw w bramce rządził Grzegorz Szamotulski, później Wojciech Kowalewski, aż w końcu Radostin Stanew. Boruc grał w rezerwach lub na wypożyczeniu (drugoligowy Dolcan Ząbki). Kontuzja Bułgara pozwoliła mu w końcu zadebiutować - 8 marca 2002 roku w wyjazdowym meczu z Pogonią. Kilka miesięcy później cieszył się po raz kolejny: Legia sięgnęła po mistrzostwo Polski.
I choć teraz Boruc już w Legii nie gra, to wciąż spotyka się z jej kibicami. Niedawno obiecał nawet, że postawi 1000 piw za to, że Legia zdobędzie tytuł i... zrobiło się zamieszanie. Bo Boruc słowa dotrzymał (piwo polało się strumieniami w pubie Źródełko), ale... nie wszyscy legioniści o tym wiedzieli. Stąd ich ciągle dopytywanie się, co z tymi obiecanymi browarami. W takim układzie Boruc przyznał, że sprawa była za słabo nagłośniona i obiecał, że postawi mistrzowskie piwa po raz drugi!
- I jak go tu nie kochać? - pytają retorycznie kibice z Łazienkowskiej.
W Glasgow całują i biją pokłony
Boruca cenią również fani Celticu (choć zdarzyło mu się niefortunnie wypowiedzieć na ich temat). Niedawno na łamach "Naszej Legii" Artur przypomniał kilka śmiesznych sytuacji z ulic Glasgow, gdzie bywa tak, że kibice "Celtów" podchodzą do niego i... całują w rękę albo padają na ziemię, bijąc pokłony! Na taką reakcję Boruc nie może za to liczyć na Śląsku, bo po ostatnim meczu z Kolumbią wypalił, że kibice w Chorzowie odstawili "lekką wieś".
Zawsze mówię to, co myślę i za nic nie będę przepraszał. W Niemczech przywitano nas lepiej niż na Stadionie Śląskim - bronił się Boruc, bramkarz reprezentacji Polski i... felietonista. Jego przemyślenia regularnie pojawiają się na oficjalnej stronie www.arturboruc.com, która bywa jedynym źródłem informacji o nim (wtedy, gdy Artur akurat obrazi się na dziennikarzy, co mu się zdarza).
Dziś Boruc jest wulkanem energii, ale nie zawsze tak było.
Kiedy grał w Dolcanie Ząbki, to był niesłychanie spokojny, cichy, w czasie meczów na nikogo nie krzyczał. Wyglądał mi na człowieka, któremu wycięto układ nerwowy - mówi Mariusz Unierzyski, który grał z Arturem w Ząbkach. - Ale pewność siebie to zawsze z niego biła - dorzuca były kolega.
Artur lubił udawać... konduktora
Boruc, dzisiaj bogaty jak mało który polski piłkarz, w czasach gry w Dolcanie musiał odliczać nawet na... hot dogi.
Za wiele to my w Dolcanie nie zarabialiśmy, więc trzeba było dokładnie liczyć kasę. Najczęściej stołowaliśmy się z Arturem w budce z hot dogami - przypomina sobie Marcin Warakomski, kolega Boruca z Dolcanu. - Było biednie, ale wesoło. Jak jeździliśmy pociągiem z Warszawy do Ząbek, to zawsze robiliśmy sobie jaja z pasażerów, udając, że jesteśmy konduktorami. A sami przecież jeździliśmy na gapę - wspomina Warakomski.
Do żartów to zawsze był skory. Wesoły chłopak, lider grupy. Wiedział, czego chce - opisuje swojego wychowanka Józef Topczewski, pierwszy trener Boruca w Siedlcach. - Wypatrzyłem go na turnieju dzikich drużyn. Miał 10 lat, a grał z dorosłymi. I on się tych wielkich facetów wcale nie bał. To najbardziej brawurowy bramkarz, z jakim pracowałem. Niech mu się wiedzie na tym mundialu!
Artur Boruc
Urodzony 20 lutego 1980 roku w Siedlcach
193 cm/87 kg
Kluby: Pogoń Siedlce (wychowanek), Legia II Warszawa, Dolcan Ząbki, Legia, Celtic Glasgow
W reprezentacji Polski 17 meczów
1. GŁOWA
Czasem Boruc się gotuje, brakuje mu koncentracji, przez co zaliczył kilka wpadek. Z drugiej strony nie pęka, nie trzęsie się przed ważnymi meczami, potrafi zachować luz i dystans.
2. JĘZYK
Poza boiskiem potrafi chlapnąć głupotę, ale w trakcie gry jego niewyparzony język się przydaje. Bo Boruc nie śpi na boisku, a wręcz przeciwnie - żyje w bramce i jeszcze pobudza kolegów, gromko na nich pokrzykując.
3. SERCE
To serce bije głównie dla Legii, ale orzełek na piersi też zobowiązuje. Serca do walki Borucowi nie brakuje. A że w wielu interwencjach wykazuje dużą odwagę, to nazywają go czasem "Braveheart". Idealna ksywka na Szkocję.
4. BRZUCH
Niektórzy twierdzą, że gdy wyjechał do Szkocji, Artura zrobiło się jakby ciut więcej. Sam piłkarz bardzo nerwowo reaguje na wszelkie pytania dotyczące jego wagi. Choć zrobiła się to sprawa... wagi państwowej, a kwestia kilogramów Artura trafiła nawet do kabaretu (vide sobotnia noc kabaretowa w Opolu).
5. RĘCE
Zdarzało się, że piłka wypadała mu z rąk, ale przesadą są komentarze złośliwych, że te kończyny ma Boruc dziurawe. Jeśli jest w dobrej formie, to i ręce są odpowiednio szybkie. Refleks ma dobry, choć niektórzy mówią, że w Legii bronił lepiej niż w Celticu...
6. PALEC
Zwichnięcie palca na piątkowym treningu było piłkarską informacją dnia.
"Podczas łapania dolnej piłki uderzyłem ręką o murawę. Usłyszałem dziwny dźwięk. Odruchowo poprawiłem rękawicę i nieświadomie nastawiłem sobie mały palec, który - jak się okazało - wybiłem podczas tej niefortunnej interwencji. Wyglądał dość dziwnie, bo dość znacznie się skrócił. Pojechaliśmy na prześwietlenie, jednak okazało się, że to tylko wybicie. Nie ma się czym martwić" - napisał Artur na swojej stronie internetowej.
7. NOGI
Kiedyś trenował taniec, choć na boisku tanecznym krokiem się nie porusza. W wybiciach nogą dość pewny, nie zaliczył większych wpadek. Obrońcy mu ufają, wycofanie piłki do Artura nie przyprawia o palpitację serca.
autor: Piotr Koźmiński, Marcin Szczepański
Źródło: Super Express
.: dodaj komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (0)
|
|