|

Piątek, 17 czerwca 2005
Nie mamy patentu
Życie Warszawy: Podczas środowego meczu w Grodzisku Wlkp. znów oglądał Pana menedżer Gordon Strachan. Nowy sezon zacznie Pan w Celtiku Glasgow?
Artur Boruc: Strachan rzeczywiście kręci się ostatnio wokół mojej osoby, ale ja z nim jeszcze nie rozmawiałem. Na razie nie ma więc o czym mówić.
Jak ocenia Pan zakończony w środę sezon?
- Był taki sam jak środowy, półfinałowy mecz w Grodzisku z Groclinem. Powinnyśmy to spotkanie wygrać w regulaminowym czasie, jak zresztą wiele innych w tym sezonie. Byliśmy lepsi ale nie wygraliśmy. Głupio traciliśmy gole. Rozprężenie w pewnych momentach meczów, brak wzięcia na siebie odpowiedzialności, wreszcie brak konsekwencji w tym, co robimy - to główne przyczyny naszych niepowodzeń zarówno jesienią jak i wiosną. Na szczęście ten sezon już się skończył. Nowy musi być lepszy.
Czy brązowy medal mistrzostw Polski jest dla Pana jakimś pocieszeniem?
- Brązowego jeszcze nie miałem. To mój czwarty medal w karierze w Legii. Jeden zdobyłem za zwycięstwo w rozgrywkach Pucharu Ligi a pozostałe za miejsca 1., 2. i 3.
Czy uważa Pan sezon 2004/2005 za stracony?
- Ja bym tego tak nie określił. Ale prawda jest taka, że jedynym naszym sukcesem jest zakwalifikowanie się do rozgrywek Pucharu UEFA. Wszyscy musimy zastanowić się nad naszą postawą na boisku.
Dlaczego graliście słabo? Czy powodem były zawirowania związane ze zmianą i szukaniem nowego trenera? A może zawodnicy są już wypaleni?
- Zawirowania były na początku, kiedy Zieliński obejmował zespół. Wiosną wszystko było już w porządku. Solidnie przygotowaliśmy się do sezonu. Zaczęliśmy grać nowocześnie i nieźle nawet nam to wychodziło. Szybko się jednak zacięliśmy.
Z czego to wynika?
- Każdego z osobna trzeba by było zapytać czego mu brakuje. Gramy dobrze, ale trafiają nam się dwa, trzy rażące błędy w defensywie, po których tracimy głupio bramki. Nie miałbym pretensji, gdyby tych błędów było po dwadzieścia w jednym meczu. Wiedzielibyśmy chociaż, że mamy słabą defensywę. Ale przecież tak nie jest i to najbardziej frustruje. Klasowa drużyna nie może tracić bramek w tak idiotyczny sposób.
A nie denerwuje Pana fatalna skuteczność pod bramką rywali?
Legioniści mają sporo sytuacji i nie potrafią ich wykorzystać. Tak było choćby w Grodzisku, gdzie podczas dogrywki mieliście Groclin na widelcu.
- Denerwuje mnie, ale co ja mogę począć. Sam gola nie strzelę, choć raz w minionym sezonie pobiegłem pod bramkę i piłka trafiła mnie w głowę. Nic z tego jednak nie wyszło.
Jak ocenia Pan pracę trenera Jacka Zielińskiego, który jeszcze w ubiegłym roku był waszym kolegą z boiska?
- Trudno mi o tym otwarcie mówić. Gdybym go wychwalał, okrzyczano by mnie zaraz lizusem. Gdybym z kolei powiedział coś złego o Jacku, byłbym samobójcą. „Zielek” jest OK i tyle wam musi wystarczyć.
Kibice mają wam za złe, że nad porażkami przechodzicie od razu do porządku dziennego. Myślą, że tak naprawdę nie zależy wam na wynikach.
- Uwierzcie, że rozpamiętywanie porażek nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi. W głowie mam wtedy same złe myśli i ciężko jest się skoncentrować. Przed każdym meczem muszę się porządnie zmobilizować, dlatego chcę pamiętać tylko swoje dobre występy. Wtedy czuję się mocny, jestem pewny siebie i wierzę, że zagram świetnie.
Jaki jest patent na to, byście w nowym sezonie zaczęli wygrywać?
- Musimy go znaleźć. Na razie nie potrafię powiedzieć jak to zrobimy.
Źródło: Życie Warszawy
.: dodaj komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (1)
Dawid (2005-10-26 20:45:47):
Ja sie wzoruje na boisku z Artura , mam 14 lat , i chciał bym sie dowiedzieć od artka jak pokonac strach przed meczem , ciągle mam jakies lęki że mi coś nie wyjdzie jak sie nastawic psychicznie ( prosze Artur jak odwiedzisz tą strone to odpisz z góry dzięki i sledze twoje wszystkie spotkanie w celticu tak dalej :)
|
|