|

Sobota, 25 października 2008
Celtic - Hibernian 4:2. Niespodziewane emocje w Glasgow.
W meczu 10 kolejki szkockiej ekstraklasy Celtic ograł stołeczną ekipę Hibernian 4:2 i obronił pozycję lidera. Mecz przyniósł nadspodziewanie dużo zwrotów akcji i bramek. Zwłaszcza, że piłkarzom nie pomagała aura - przez cały czas wiał silny wiatr i padał rzęsisty deszcz. Celtowie prowadzili już 2:0, by w ciągu paru minut roztrwonić przewagę. Potem dość długo nie mogli złamać oporu gości, aż wreszcie dwukrotnie trafili do siatki rywali. Spotkanie mogło się podobać, choć momenty widowiskowej gry przeplatane były nudną walką w środku pola.
Artur Boruc rozegrał całe spotkanie i spisał się dobrze. Nie zawinił przy straconych bramkach.
Trener gospodarzy Gordon Strachan, zaskoczył przede wszystkim zestawieniem linii obronej. Na prawej stronie zagrał dawno niewidziany Andreas Hinkel, a po drugiej stronie wystąpił nominalny pomocnik Barry Robson. Wygląda na to, że w niełaskę popadł Lee Naylor, choć z drugiej strony, Robson nie wypadł najlepiej, więc być może Anglik wkrótce wróci do składu. Ponadto na ławce rezerwowych zasiadł Aiden McGeady, a na lewym skrzydle biegał Shaun Maloney.
Początek gry nie zapowiadał późniejszych emocji. Celtic atakował, The Hibbs rozsądnie się bronili, próbując nie tylko kontr, ale też ataku pozycyjnego. Z czasem przewaga gospodarzy stała się wyraźniejsza, ale jej efektem były tylko seryjne rzuty rożne, z których wynikało niewiele. Tymczasem bliscy zdobycia gola byli gracze z Edynburga, po uderzeniu Colina Nisha i rykoszecie. W tej sytuacji fantastycznym refleksem popisał się Artur, zbijając piłkę na róg. Trzeba przyznać, że goście grali bardzo mądrze. Bronili się stosując wysoki pressing, podwajali krycie i świetnie przemieszczali się w defensywie. Ta metoda kosztowała dużo sił, co okazało się języczkiem u wagi w końcówce.
To chyba dało do myślenia biało - zielonym, bo po paru minutach wyszli na prowadzenie. Kolejny korner wykonywał Shunsuke Nakamura i po jego zagraniu, dwóch obrońców minęło się z lecącą nisko piłką i ta niespodziewanie spadła pod nogi Stephena McManusa. Kapitan Celtiku bez problemu trafił do siatki z 5 metrów. Radość na trybunach jeszcze się nie skończyła, gdy mistrzowie Szkocji prowadzili 2:0. Z głębi pola zagrywał Robson, zagranie przedłużył piętą Scott McDonald, a młody Cillian Sheridan wygrał pojedynek biegowy z obrońcą, minął bramkarza i posłał futbolówkę do pustej bramki. Zegar pokazywał 36 minutę i wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty.
Inaczej na tę sprawę patrzyli podopieczni Mixu Paatelainena i już w 41 minucie zdobyli bramkę kontaktową. Tym razem Boruc nie zdołał odbić piłki po rykoszecie, a gola zapisano Nishowi. Niezadowolony Artur w swoim stylu zrugał obrońców, którzy pozwolili rywalom na oddanie strzału. Reprymenda nie na wiele się zdała.
Tuż po przerwie stołeczni gracze nie spuścili z tonu i zaciekle dążyli do wyrównania. Udało się to już w 50 minucie, gdy po wzorowej akcji trafił Fletcher. 2:2 i mecz rozpoczął się od nowa. Ale grała właściwie tylko jedna drużyna - Celtic.
The Hoops zostali mocno rozdrażneni przez rywali i zabrali się solidnie do pracy. Pod bramką Yvesa Makaba-Makalamby co rusz dochodziło do spięć. Najpierw swoich okazji nie wykorzystał McDonald, potem fatalnie spudłował Brown. W 67 minucie na czystą pozycję wychodził Maloney, który został powalony przez rywala. Sędzia nawet nie gwizdnął...
Celtowie celu dopięli w 76 minucie. Z rzutu rożnego dośrodkował Maloney, a gola, po pięknym uderzeniu głową, zdobył Glenn Loovens, który zastąpił w przerwie McManusa. To jeszcze nie był koniec popisów "Bhoysów". 6 minut później prowadzili już 4:2, po ładnej akcji prawą stroną i strzale po ziemi Browna.
Końcówka meczu nie dostarczyła już emocji. Celtowie zasłużenie wygrali spotkanie, choć nie zaprezentowali się olśniewająco. Wciąż problemem pozostaje gra obronna. Defensorom brakuje koncentracji w spotkaniach Scottish Premier League, bo w Lidze Mistrzów wcale nie wypadają najgorzej. W meczach z poważnymi rywalami natomiast szwankuje kreowanie gry. To czego za mało na Champions League wystarczy jednak na Szkocję...
Celtic - Hibernian 4:2 (2:1)
McManus 32, Sheridan 36, Loovens 76, Brown 82 - Nish 41, Fletcher 50
Celtic: Boruc, Hinkel, Caldwell, McManus (Loovens 46), Robson, Nakamura (McGeady 63), Scott Brown, Hartley, Maloney, Sheridan, McDonald (McCourt 87).
Hibernian: Ma-Kalambay, van Zanten, Jones, Bamba, Stevenson, Fletcher, Shiels, Murray, Rankin, Riordan, Nish.
.: dodaj komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (8)
Asiulka (2008-10-26 08:15:46):
Niestety meczu nie oglądałam :( Ale napewno był świetny ! Celtic Górą !
Pozdrawiam ;)
toom U-15 (2008-10-26 08:47:17):
Holy Goalie i mój Autorytet bramkarski - ARTUR BORUC
Kondek (2008-10-26 09:37:45):
Gratuluje wygranej! Mecz ciekawy sporo się działo szkoda że w drugiej polowie akcjom ofensywnym Celtów często brakowalo wykończenia ważne że remisując z zespołem Hibernianu podnieśli się i wykazali sporo ochoty do ofensywnej gry co przyniosło oczekiwane korzyści. Cieszy dobra postawa Artura w calym meczu świetna zwłaszcza przy próbie Nisha kiedy swietnie instynktownie sparował pilke na róg. Szacuneczek składam i życzę powodzenia! Pozdrawiam
Alutka (2008-10-26 13:33:56):
Artur wracasz do formy! Tak trzymaj! Czekam aż TVP lub Polsat zacznął emitować w Polsce mecze Celticu. Ooh Artur Boruc, the holy goalie ooh!
basik (2008-10-26 15:14:12):
Brawo :)
Wierzę w Pana
Fanka Arturka (2008-10-27 16:06:35):
Artur jesteś królem. Świetnie broniłeś byłeś rewelacyjny. A te dwie bramki to nie była twoja wina. Oby tak dalej.
ewelcia333 (2008-10-27 18:10:03):
świetny meczyk..pzdr.:*
Adi (2008-10-28 16:46:53):
Polsat transmituje ligę szkocką na polsat sport i polsat sport extra
|
|