|

Wtorek, 04 grudnia 2007
Awans mimo porażki!
Celtic nie dał rady drużynie AC Milan i przegrał 16 wyjazdowy mecz w europejskich pucharach - 0:1. Mimo to awansował do 1/8 finału Champions League. The Bhoys promocję zawdzięczają piłkarzom Benfiki Lizbona, którzy niespodziewanie pokonali w Doniecku Szachtar 2:1.
Kolejny wyjazdowy mecz w europejskich pucharach bez historii. Celtowie, będący królami własnego podwórka, grając na obcym terenie są bezradni jak dzieci we mgle. Tak było również dzisiaj.
Mimo odważnych zapowiedzi Gordona Strachana, że jego podopieczni powalczą o zwycięstwo, Celtic zagrał bojaźliwie i po prostu słabo. Przez cały mecz stworzył sobie jedną dobrą okazję do strzelenia gola, ale głównym celem była obrona bramki, w której po raz ostatni przed przerwą na operację stał Artur Boruc.
W ogóle całe spotkanie było niegodne Ligi Mistrzów. Milanowi się nie chciało, a drużyna z Glasgow nie umiała. Wystarczył jednak jeden błysk „staruszka” Cafu, po którym ośmieszył obronę The Hoops i Filippo Inzaghi strzelił swego 63 gola w europejskich pucharach. Tym samym Super Pippo został najskuteczniejszym piłkarzem w historii międzynarodowych rozgrywek klubowych w Europie, wyprzedzając legendarnego Gerda Muellera.
Początek meczu był zwiastunem tego, co nas czekało później - zmasowana obrona gości, nieporadne próby konstruowania kontrnatarcia i zdecydowana optyczna przewaga zdobywców Pucharu Mistrzów. Po raz pierwszy poważne zagrożenie pod własną bramką Celtowie sprokurowali w 15 minucie, gdy na 17 metrze faulowany był Inzaghi. Z rzutu wolnego uderzał Clarence Seedorf, ale uczynił to fatalnie. Parę minut później szczęścia próbował Kaka, ale jego strzał minął bramkę. Po chwili sytuację ratował Boruc, który wygrał pojedynek z rozpędzonym Inzaghim. W pierwszej połowie Milan dziesięciokrotnie uderzał na bramkę rywali, ale ani razu w światło bramki. Artur nie miał zatem okazji popisać się swymi umiejętnościami. Celtic zrewanżował się tylko jednym strzałem, w samej końcówce tej części gry.
Drugie 45 minut to znów umiarkowany napór gospodarzy. Swoje sytuacje mieli Andrea Pirlo i, po błędzie obrony, ponownie Super Pippo. Przy tej ostatniej dobrze spisał się Boruc, który umiejętnie skrócił kąt i snajper Milanu oddał niecelny strzał. Natomiast w 55 minucie najlepszą okazję bramkową wypracowali sobie piłkarze Gordona Strachana. Oko w oko z Zejlko Kalacem stanął Scott Brown, ale fatalnie przestrzelił. Później Celtic właściwie nie istniał w ofensywie. Na szczęście dla The Bhoys kolejne okazje marnował Inzaghi. Aż wreszcie nadeszła wspomniana wyżej 70 minuta i bezradny Borsuk musiał wyciągać piłkę z siatki. Parę minut później miał okazję popisać się swoim kunsztem po uderzeniach, wprowadzonego chwilę wcześniej Christiana Brocchiego i dobitce Kaki. Wreszcie tuż przed końcem gry indywidualną szarżą popisał się brazylijski gwiazdor Milanu. Kaka popędził lewym skrzydłem, ściął z piłką do środka, minął obrońcę, zwodem położył na ziemi Artura i miał przed sobą pustą bramkę, gdy nagle jak z pod ziemi wyrósł na linii strzału Evander Sno i zablokował uderzenie tegorocznego laureata nagrody tygodnika „France Football” na najlepszego piłkarza w Europie 2007. Jak słusznie zauważyła moja Anitka: po raz pierwszy obrońcy pomogli Borucowi i mógł im podziękować, zamiast ich ochrzaniać.
Wreszcie doczekaliśmy się końcowego gwizdka. Wreszcie, bo ten mecz naprawdę oglądało się ciężko...The Bhoys tradycyjnie przegrali, ale na szczęście pomogła im Benfika i liczna grupa kibiców ze Szkocji mogła rozpocząć świętowanie.
AC Milan - Celtic Glasgow 1:0 (0:0).
1:0 Inzaghi 70’
Żółte kartki:
Celtic - S. Brown.
Sędzia: Tom Henning Ovrebo (Norwegia).
AC Milan: Kalac - Cafu, Bonera, D. Simic (30. Kaladze), Favalli - Gattuso, Pirlo (75. Brocchi), Ambrosini - Kaka, Seedorf (69. Gourcuff) - Inzaghi.
Celtic: Boruc - Caldwell, Preesley, McManus, O’Dea - Jarosik (78. Żurawski), Donati (71. Sno), S. Brown, Hartley, McGeady - McDonald (65. Hesselink).
.: dodaj komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (7)
Gosia (2007-12-05 11:01:33):
Po pierwsze,wielkie podziękowania dla Benfiki,hehe,już trzymam za was kciuki w Pucharze UEFA.
Po drugie,podziękowania dla Sno...właśnie sobie obiecałam,że od następnego meczu postaram się na niego nie bluzgać:)
A po trzecie,to jestem bardzo rozczarowana.Tak mocno liczyłam na drugi odcinek jakiejś komedii z udziałem Didy,a trener Milanu miał czelność postawić Kalaca w bramce.
Co do samego meczu,to zgadzam się,że było to spotkanie niegodne LM.
Nie potrafię ocenić jednak,czy to faktycznie Milan grał aż tak kiepsko,czy też Celtic,mimo swoich kłopotów kadrowych,tak dobrze się bronił.
Jak zwykle świetne interwencje Artura,chociaż spodziewałam się,że będzie miał więcej pracy.No i rzecz niewiarygodna,Strachan wpuścił wreszcie Maćka.No ale teraz pewnie przez kolejne długie tygodnie będzie grzał ławę,bo na boisku nic wielkiego nie pokazał...jednak co można pokazać przez zaledwie 12 minut?!
Cóż,pozostaje się cieszyć,że mimo wszystko szczęście Celtów nie opuszcza i że znów czekają nas emocjonujące chwile w LM.
helga8 (2007-12-05 14:38:09):
Gratulacje awansu!Mecz mógł być troszeczkę na wyższym poziomie.Atrur tym razem nieżle.Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.Pozdrowionka:)
Ania (2007-12-05 16:44:52):
Ciesze sie ze mimo porażki, Celtic wszedł do 1/8 finału. Trzymam za nich moooocno kciuki :* i życzę powodzenia Arturowi i jego drużynie! ;-)
mon (2007-12-05 19:36:13):
Boheater meczu Milac - Celtic....Benfika... :)
Wiki (2007-12-05 21:04:29):
No tak,po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu,że Celtowie jednak nie mają wystarczających umiejętności na taki zespół jak Milan,choć tym razem Włosi też nic pięknego nie pokazali, mimo to zdecydowanie górowali nad Bhoysikami,swobodniej płynniej wymieniali między sobą futbolówkę, wyższości w operowaniu przez nich piłką,budowaniu akcji,zdobywaniu terenu na pewno nie można im odebrać. Właściwie to oni byli tą stroną atakującą w tym meczu,całe szczęście, że nie potrafili skuteczniej udokumentować swojej przewagi.A The Bhoysi cóż:przez długi czas zwłaszcza w II odsłonie meczu nie schodzili z połowy rywala,w przodzie nie wymyślili zupełnie nic,choć podejmowali jakieś tam próby kontrataków,czyhali na nie ale gospodarze się udanie murowali,o frontalnym ataku już nic nie powiem,a poza tym pasiaści sami prowokowali sytuacje,w których gospodarze wychodzili z kontrą i prowadzili akcje mądrymi przerzutami,zero inteligentnego ustawiania się, zespołowego myślenia,prowadzili strasznie szarpaną grę i to było cholernie nużące.Dobrze,że chociaż pan Grzesiu sypnął od czasu do czasu jakimś zabawnym komentarzem:)Cieszy jednak wynik,taki jaki padł,bo mogło być katastroficznie,wspomniany w relacji Qby wolny wykonywany przez Seedorfa,niegroźny ku naszemu szczęściu strzał Ambrosiniego,strzał Kaki obok słupa(Pan Grzesiu mnie rozwalił swym komentarzem-"Nie wiedziałem,że Mikołajki są już dzisiaj"-mógł pomyśleć sobie Kaka hehehe),świetna postawa Artka przy strzale Inzaghiego,który mierzył w krótki róg a potem hen ponad bramkę, świetna trójkowa akcja Kaki,Cafu i Izaghiego też skończona daleko od bramki,Seedorf zaś znalazł sobie upodobanie w poprzeczce,a raczej w miejscu tuż nad nią...niewykorzystanych akcji na wykombinowanie większej ilości bęcków mieli dość sporo no i pomijając zwichrowany celownik Milanistow to jednak zafundowali parę razy Artkowi porządną rozgrzewkę ale co widzieliśmy Arczik jak zwykle swoimi świetnymi paradami nie pozwolił im się dobrać do skóry.Najlepsza to i tak była ta akcja chyba ok 60 min.,kiedy po tej mięciutkiej wstrzelce Favalliego Inzaghi oddał strzał,a piłkę gdzieś wcięło(tzn.jak się okazało w ręce Boruca)to było bombastyczne.Sam Arczi chyba był niemniej zaskoczony tym faktem hehe i ten malowniczy uśmiech na twarzy hehe dobre to było...hmmm sama muszę przyznać dziwnie ją łypnął,już wsparcie się hipnozą u niego podejrzewali hehehe.No i wogóle ślicznością dla mnie była ta wspomniana przez Qbę parada,kiedy Arczi wybiegiem doskonale skrócił kąt strzału,zmuszajac rywala do uderzenia dalekiego od światła bramki.Wybornie spisał się też przy zamiarach Kaki no i udanie uzasadnił swoje istnienie w bramie już w samej końcówce,kiedy po strzale Brocchiego Inzaghi wyskoczył z dobitką. Arczi jak zwykle okazuje się być lekiem na całe zło.Bramka Milanu zdecydowanie obciąża obronę Szkotów,która nie pokryła wystarczająco rywala.Mały plus moim zdaniem oczywiście należy się,jak już tu wspomniano Sno,również dla McManusa,który świetnie powstrzymał Kakę mijającego wspaniałym rajdem Celtów,przy strzale Ambrosiniego też świetnie się zachował;plusik dla Jarosika,który miał kilka dobrych przechwytów,szkoda tylko,że strzelał jak panienka,brawa też dla McGeady'iego który świetnie schodził do środka czy na prawą flankę, zaliczył ładną przymiarkę z wolnego no i miał ładną akcję w doliczonym czasie gry.Słabiutki tym razem występ Browna, nie pokazał pełni swych możliwości,no ale trochę mu Gatusso i Pirlo przeszkadzali a kiedy stanął na linni strzału i nie machnął w bramę to moje nerwy zaczęły mi się rypać na całego. Mimo,że czasami próbował coś fajnego stworzyć to chyba jednak więcej miał słabszych momentów w tym meczu.Mimo słabiusieńkiej gry GRATULUJĘ oczywiście Celtom awansu ale jak nie będą grać z zębem,mądrze i mniej zachowawczo,a będą jedynie liczyć na potknięcie się innych drużyn nie prorokuję im dłuższego zagrzania swego miejsca w tych rozgrywkach,no chyba, że Arczi jak zwykle będzie ratował w potrzebie,ale i on swymi interwencjami niestety sam punktów nie uciuła.Więc czekamy na coś lepszego:)
Fiore (2007-12-06 16:51:39):
W sytuacji z 59 minuty Artur dał Czadu. To był chyba największy jego fart w tym meczu. Zachował się jakby na podwórku grał, pięknie. Stalowe nerwy do końca. Respect!!! Pokaż co potrafisz w Austrii.
Martyna :] (2007-12-10 22:34:14):
jesteś super:) pozdro:):):)
|
|