HOME | O ARTURZE | BIOGRAFIA | KARIERA
WYWIADY | OSIĄGNIĘCIA | GALERIA
TAPETY | KSIĘGA GOŚCI | LINKI | KONTAKT




Poniedziałek, 03 grudnia 2007
Z wizytą w krainie Króla Artura.

Na mecz Celtiku chciałem lecieć już od dawna. Na mecz Celtiku, którego barwy reprezentuje Artur Boruc, ochota była podwójna. A że warto realizować swoje marzenia to chyba jest jasne. Przed Wami relacja z wizyty w krainie dumnych Szkotów, w której sportową postacią numer 1 jest nasz bramkarz. Co więcej, Glasgow, a przynajmniej jego biało - zieloną część, można określić mianem królestwa Boruca. Nie wierzycie? Zatem zapraszamy do lektury.
Dzień I - podróż.

Czwartkowy lot Warszawa - Glasgow przebiegł bez zakłóceń. To trasa opanowana przez polską emigrację zarobkową i prawie cały pokład Airbusa 320 zajęty był przez naszych rodaków wracających z urlopów do pracy w Szkocji. Jeszcze parę lat temu była to domena studentów, teraz wyraźnie widać szeroki przekrój społeczeństwa. Od inteligencji po „lud pracujący miast i wsi”. Lotnisko Glasgow Prestwick tylko w nazwie ma Glasgow, w rzeczywistości mieści się w dziurze oddalonej o 35 minut jazdy pociągiem do największego szkockiego miasta. Po przyjeździe na Central Station od razu w oczy rzuciły mi się gazetowe nagłówki. Mimo upływu paru dni wydarzenia mające miejsce po Old Firm Derby wciąż są tematem dyskusji i polemik niektórych czasopism, najczęściej tych bardziej bulwarowych. Fakt, że Artur Boruc nie podał ręki graczom Rangers wyraźnie rozgrzał szkockie głowy, choć gwoli ścisłości był on roztrząsany pod innym kątem niż w Polsce. O tym jednak później. Około 16 w końcu dotarłem do swojego miejsca przeznaczenia, czyli na ulicę Cannongate w Edynburgu, gdzie miałem nocleg w apartamencie koleżanki w jednym z tamtejszych hoteli.

Szkocja.

Artur Boruc: Nudzę się w Glasgow. Byliśmy parę razy na północy kraju i tam jest najpiękniej. Na szczęście dużo czasu poświęcam na treningi w klubie, także jakoś sobie wypełniam czas. Sposoby na nudę? Jakoś sobie z Kasią radzimy (śmiech). Do tego typowe obowiązki domowe: piorę, sprzątam, gotuję i prasuję (śmiech i porażające zaskoczeniem spojrzenie Kasi). Wolny czas spędzam głównie w domu. Mam również paru przyjaciół, z którymi zdarza mi się spotkać. Szkoci to naród pełen skrajności. Wiem, że kibice Celtiku mnie kochają, ale wiem też że od miłości do nienawiści jeden krok. Tej ostatniej doświadczam ze strony kibiców Rangers, ale specjalnie się tym nie przejmuję. Nie może być jednak tak, że w świeckim kraju próbują zakazać mi czynienia znaku krzyża świętego. Dla mnie to niepojęte.
Kasia Boruc: A ja z kolei mam coraz mniej czasu dla siebie. Po przyjeździe do Glasgow nie pracowałam, ale od niedawna jestem współwłaścicielką agencji pośrednictwa pracy. Koleżanka zaproponowała mi współpracę i razem prowadzimy działalność. Na początku oczywiście mieliśmy problemy z językiem. Szkocki angielski to wyższa szkoła jazdy. Trochę to trwało zanim się przyzwyczailiśmy. Słabo rozumiesz Szkotów? No to polecam radio BBC Gaelic, tam dopiero jest jazda (śmiech). A`propos jazdy: autem poruszamy się już pewnie, nie sprawia nam to żadnych trudności.

Dzień II - stołecznie .

Edynburg to bez wątpienia najpiękniejsze miasto Szkocji. Robotnicze Glasgow, pełne blokowisk i lokali socjalnych, nie ma nawet porównania z malowniczym i nieco tajemniczym Edynburgiem. Stolica Szkocji położona jest na pagórkach, z pięknymi widokami na morze, ale nade wszystko wrażenie robi górujący nad miastem zamek. Historia pierwszych śladów fortyfikacji na górze zamkowej sięga IX wieku p.n.e. Forteca znajduje się na szczycie monumentalnego skalistego wzniesienia (120 metrów n.p.m.) w samym centrum miasta i jest obiektem podziwu tysięcy turystów odwiedzających miasto. Jako, że parę lat temu mieszkałem i pracowałem przez krótki okres w Edynburgu to zwiedzanie miasta miałem zaliczone. Z czystym sumieniem mogłem zatem udać się do znajdującego się na Frederick Street sklepiku klubowego Celtów. Może niektórym wydać się to dziwne, że Celtic ma swój oficjalny punkt sprzedaży w Edynburgu. Prawda jest taka, że w całym kraju wszyscy bardziej lub mniej utożsamiają się z drużynami z Glasgow. Pamiątki związane z tymi klubami można kupić w wielu miejscach. Rangersi też kiedyś mieli swój sklep w stolicy.
Po chwili rozmowy ze sprzedawcą, gdy zorientował się, że jestem z Polski (skubańce, akcent tak wyłapują czy jak?), usłyszałem, że „Boruk” to najlepszy bramkarz jakiego miał Celtic, a przede wszystkim „He is the man”. To „hiisdaamen” miałem usłyszeć jeszcze parokrotnie… Uprzejmy Szkot jednak od razu lojalnie uprzedził, że na zdjęcia Artura, tudzież inne pamiątki nie mam co liczyć. Wszystko zostało wyprzedane, bo to najpopularniejszy z Celtów. Dla przykładu z bluz bramkarskich zostały tylko czarne i to w dziecięcych rozmiarach. Mój rozmówca pocieszał, że na pewno w sklepie w Glasgow będzie lepiej, bo tam mają więcej towaru. O jakże się mylił…

Celtic .

Artur: Wygrana z Motherwell przyszła łatwo. To typowy średniak. Taka trochę polska Odra Wodzisław. Czasami oczywiście urwą punkty faworytom, ale generalnie to rzadko sprawiają niespodzianki. Chłopaki nie musieli się specjalnie wysilać, a ja po prostu robiłem swoje. Fajnie, że trzy gole strzelił Scott McDonald. Hattrick to zawsze wielka sprawa.
Kasia: Miałam nadzieję, że to ty będziesz strzelał karnego (śmiech)
Artur: Nawet przeszło mi to przez myśl, ale chcieliśmy dać szansę Scottowi na uzyskanie hattricka. Nie zagraliśmy wielkiego meczu, ale wystarczyło to do wysokiego zwycięstwa. Jesteśmy profesjonalistami, każdy mecz chcemy wygrać, ostro walczymy o mistrza z Rangersami. Natomiast jeśli chodzi o koncentrację to z tym jest różnie. Teoretycznie maksymalnie skupiamy się przy wszystkich spotkaniach. W praktyce nie zawsze rywal wymaga takiej uwagi. Zazwyczaj nie musimy się specjalnie wysilać. Zupełnie inna bajka to Liga Mistrzów. Tu nie ma wyjścia, trzeba dawać z siebie wszystko. Czuje się klimat wielkiej piłki. Zarówno na murawie, jak i na stadionie. Gdy puszczają hymn Champions League wszystkich przechodzą ciarki, pojawia się dreszczyk emocji, skacze adrenalina, a zazwyczaj spokojna publika wpada w trans dopingu. Takie mecze na Celtic Park to niezapomniane przeżycia. Trzeba jednak przyznać, że w po 3 kolejkach szanse na awans z grupy w Lidze Mistrzów mamy mizerne. Trener Strachan też jest realistą…Naszym celem jest przede wszystkim mistrzostwo. Moją grę w Celtiku menadżer ocenia dobrze, ja też czuję, że jestem w wysokiej formie. Na pewno na Wyspach rozwinąłem się jako bramkarz, zdecydowanie lepiej gram np. nogami. A to, że ten czy inny dziennikarz uważa inaczej, to już jego sprawa. Może sądzą lepiej posługuję się innymi częściami ciała? (śmiech). Czemu Żurawski nie znajduje uznania w oczach menadżera? Nie wiem, podobno ma kontuzję…Jeśli chodzi o pojawiające się oferty transferowe to powiem krótko: co było a nie jest nie pisze się w rejestr. Celtic żąda za mnie ogromnych pieniędzy, także nie każdy klub na mnie stać. Wierzę jednak, że gdy pojawi się ciekawa propozycja to władze klubu nie będą czynić przeszkód w negocjacjach.

Dzień III - przed meczem .

Spotkanie z Motherwell zaczyna się o 15:00. Wyruszam już przed południem. Z Edynburga do Glasgow jest godzina drogi autobusem, czasem więcej. Autobus to oczywiście tańszy środek lokomocji. Za bilety w obie strony płacę tyle, co zapłaciłbym na kolei w jedną. Podróż mija w try miga. Wysiadam na Buchanan Bus Station i rozpoczynam swój ponad godzinny marsz w stronę Parkhead, gdzie mecze rozgrywa Celtic. Oczywiście mogłem podjechać autobusem miejskim, ale stwierdziłem, że warto zapoznać się z atmosferą Glasgow przed spotkaniem ligowym. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę! Poczyniłem interesujące obserwacje. Na brzydkich uliczkach High Street, Gallowgate można było spotkać tysiące ludzi przyodzianych w biało - zielone barwy. Większość z nich po drodze zaglądała do pobliskich barów, racząc się zazwyczaj piwem bądź też ciderem. Wprawdzie Motherwell nie jest przeciwnikiem wzbudzającym jakiekolwiek emocje wśród fanów The Hoops, ale każda kolejka ligowa to święto. Mniejsze bądź większe, ale jednak. No i sposób na spędzanie wolnego czasu, zwłaszcza przez uboższych mieszkańców. Polskich kibiców zadziwią dwie rzeczy. Po pierwsze frekwencja. Grę swoich ulubieńców z szóstą ekipą Scottish Premier League postanowiło obejrzeć 57 633 widzów. W Polsce to nieosiągalny wynik, choćby z tak prozaicznego powodu jak brak stadionu mogącego pomieścić tyle osób. Druga rzecz, która szokuje to relacje z kibicami drużyny przeciwnej. Czekając na Kasię Boruc przy głównym wejściu na stadion, zobaczyłem grupkę fanów z Motherwell spokojnie zmierzających na swój sektor! W cywilizowanym kraju to normalność, u nas niespotykany wyjątek. W czasie długiego spaceru napotkałem też kilkanaście osób rozprowadzających różne rodzaje publikacji: od oficjalnych programów meczowych, po alternatywne ziny. Ciekawostką jest, że w większości magazynów które widziałem na pierwszej stronie był Artur Boruc. Tytuły mówiły wiele: „Przeżegnać się to nie zbrodnia” czy „Polowanie na czarownice - Artur Boruc pod ostrzałem prasy”. Wyraźnie widać, że kibice stoją murem za swoim ulubieńcem. Również dziennikarze w swych tekstach raczej już nie krytykują Polaka, dopatrując się negatywnych zachowań i prowokacji Rangersów, kierowanych do naszego bramkarza. Boruk potwierdził wersję, że po pierwszym golu dla The Gers ich kapitan Barry Ferguson podbiegł do Artura i gestykulując wykrzykiwał w jego kierunku obraźliwe słowa, co zresztą dokładnie zostało opisane w jednym z zinów. Znak krzyża, czyniony przez Artura przed każdym meczem, stał się znakiem rozpoznawczym fanów polskiego zawodnika. Prawdziwym hitem stały się koszulki i bluzy z nadrukowanym z tyłu napisem: w pionie Artur, w poziomie Boruc, krzyżujące się na literze R.

Reprezentacja i Legia .

Artur: Jestem przekonany, że 17 listopada będziemy świętować awans w Chorzowie. Mam nadzieję, że nie dojdzie do powtórki sytuacji z meczu z Kolumbią, gdy publiczność mnie wygwizdała, ale też nie zachowywała się w porządku w stosunku do innych kadrowiczów. Wierzę, że tym razem będzie inaczej i mocno liczę na doping fanów z całej Polski, a szczególnie tych z Warszawy. Marzy mi się wielka feta na Stadionie Śląskim.
Jeśli chodzi o Legię, to uważam, że klub idzie we właściwym kierunku. Trener Urban to naprawdę dużej klasy fachowiec i widać, że ma pomysł na tę drużynę. Legia świetnie weszła w sezon ustanawiając nowy rekord 7 zwycięstw z rzędu. Teraz jest w dołku, ale to minie. Trener trzyma rękę na pulsie, a że ma młody zespół, jeszcze słabo zgrany to kryzys był nieunikniony. Niemniej powtórzę, podoba mi się polityka sportowa klubu, krok po kroku ten zespół będzie lepszy. Czy Urban jest w stanie zaskoczyć Skorżę? (rozmawialiśmy dzień przed meczem Wisła - Legia - red.). Myślę, że już wszystkich zaskoczył po pierwszych 7 kolejkach (śmiech). Mówiąc serio, wierzę, że tak. Legia mimo fatalnego bilansu może wreszcie zdobyć krakowską twierdzę. Obstawiam 1:0 dla nas.

Dzień III - mecz .

Stadion Celtiku robi wrażenie. Jest nowoczesny, wybudowany z myślą o bezpieczeństwie kibica i dostarczeniu mu najwyższego komfortu. Trybuny zakryte dachem, widoczność świetna z każdego miejsca, wejścia przestronne, wysoka przepustowość klatek schodowych, wszystkie przejścia precyzyjnie oznakowane. Do tego dobrze zaopatrzone i liczne stoiska cateringowe. Tak sobie pomyślałem, że ten luksus po prostu musi łagodzić obyczaje.
Mecz oczywiście nie zachwycił. Drużyna gości stawiała, grającym na pół gwizdka, Celtom jako taki opór do 42 minuty. Wówczas po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Shunsuke Nakamury swego pierwszego gola strzelił wspomniany McDonald. Piłkarze Marka McGhee stworzyli właściwie tylko dwie dobre okazje bramkowe, ale na posterunku był bardzo czujny tego dnia Boruc. Artur tradycyjnie już nie szczędził gardła, co rusz udzielając kolegom z zespołu reprymendy. Najbardziej łaskawy był chyba dla Lee Naylora, z którym już dawno zostało wyjaśnione pamiętne nieporozumienie, gdy doszło do rękoczynów. Od razu po meczu ze Spartakiem Borsuk przeprosił Anglika i ponoć sprawa jest załatwiona.
Gdy w 59 min. australijski napastnik podwyższył na 2:0 wiadomo było, że Celtic ten mecz wygra. Ostatnie pół godziny było takim okresem na dogranie meczu, w czasie którego żadna ze stron nie zamierzała się wysilać. Gospodarze nie wykorzystali jeszcze dwóch sytuacji, po których mogli poprawić rezultat, ale w końcu dokonał tego po raz trzeci McDonald, pewnie wykonując rzut karny.

Kibice.

Artur: Przyzwyczaiłem się, że prawdziwy kocioł na Celtic Park jest tylko przy okazji gier w LM i derby. Tutaj ludzie zamiast do kina czy do knajpy idą na mecz. Nie ma awantur, nawet w trakcie meczów derbowych. Ludzie wolą napić się piwa i zjeść kiełbaskę. Z dopingiem też się nie wysilają. Taka jest po prostu kultura kibicowania. Podobnie jak w Polsce, fani jeżdżą za nami po kraju i Europie. W Szkocji jednak spora część osób wspierających nas na wyjazdach to miejscowe fan kluby. Jesteśmy bardzo popularni i na nasze spotkania przychodzi masa ludzi. Tu akurat widzę analogię do pozycji Legii w hierarchii polskich drużyn. Dwa największe i najważniejsze kluby.
Oczywiście, brakuje mi atmosfery Łazienkowskiej, tej z najlepszych jej momentów, kiedy doping dodawał skrzydeł. To co teraz dzieje się na trybunach napawa mnie smutkiem. Kibice Legii są wyjątkowi, chcą mieć wpływ na klub, bywają kapryśni, ale cały czas są. Wiadomo, że do aniołów sporo nam brakuje, ale zerwanie dialogu z sympatykami nie prowadzi do czegokolwiek konstruktywnego. Spory bywały już za czasów poprzednich właścicieli- Daewoo czy Polmotu. Ci ostatni zresztą najbardziej „rozpuścili” fanów. Jednakże żaden z nich nie określił bywalców „Żylety” mianem złodziei, dilerów i żołnierzy mafii. Bynajmniej nie czuję się kimś takim i nie znam tego typu osób. Nałożono ileś tam zakazów i część niesłusznie. To duża niesprawiedliwość i poczucie krzywdy tych, którym zabroniono wstępu na mecze drużyny. Przykre, że tak jesteśmy traktowani. Ciągle powtarza się, że Walter zainwestował w Legię mnóstwo pieniędzy i ma prawo robić co chce, ale pamiętajmy też ile zarobił, chociażby na transferach. Obie strony muszą, mimo wszystko, puścić w niepamięć wzajemne pretensje i dojść do kompromisu. Słyszałem, że jakieś rozmowy były już prowadzone i wierzę, że w końcu dojdzie do przełamania impasu. Innego wyjścia nie ma. Legia jest jedna, a jej integralną częścią są kibice.

Dzień III - po meczu.

Jak mówił Artur, McDonald zdobywca hattricka (to już drugi w tym sezonie) cieszył się wyjątkowo, bowiem surowo skarcił swój poprzedni klub, z którego trafił pod skrzydła Gordona Strachana. „Skippy” jest najskuteczniejszym strzelcem zespołu i słusznie to jego nazwisko skandowały trybuny, w trakcie i po meczu. Był jeszcze jeden zawodnik, którego dopingiem wspierali fani: na początku drugiej części meczu po trybunach niosło się gromkie „There is only one Artur Boruc”. Od siebie dodam, że sądząc po tym co widziałem i słyszałem, to im bardziej Artur „podpadnie” Rangersom tym bardziej będą go kochać na Parkhead. Jeśli to uwielbienie w ogóle może być większe…
Po zakończeniu meczu kilkudziesięcioosobowa grupa kibiców czekała na swoich piłkarzy. Zawodnicy wychodzili pojedynczo, rozdawali autografy, pozowali do zdjęć. Nie wzbudzali jednak wielkiego zainteresowania. Tak było, aż do momentu, gdy pojawił się Boruc, a potem McDonald. W oczy rzucała się przede wszystkim smukła sylwetka Polaka. Mówiąc krótko: żadnych problemów z nadwagą. Nasz bramkarz natychmiast został otoczony przez chmarę fanów, wśród których nie zabrakło również przedstawicieli polskiej emigracji, którzy nie wiedzieć czemu wznosili okrzyki chwalące Artura w języku … angielskim. Po spełnieniu swych obowiązków względem fanów Borsuk znalazł czas dla naszego serwisu. Razem z Kasią i ich przyjacielem spędziliśmy ponad godzinę w jednym z pokoi w budynku klubowym, rozmawiając, wspominając i żartując. Moi rozmówcy m.in. z rozbawieniem przyjęli wiadomość pochodzącą od mamy Kasi, jakoby Artur twierdził, że kiedy tylko poznał swą przyszłą żonę wiedział, iż to właśnie ta jedyna. Borsuk skomentował to w swoim stylu: „Widocznie mama wie lepiej”. Podjęliśmy też temat naszej witryny. Oboje z pokorą przyznali, że zaniedbali stronę i jej gości. Zapewniali jednak, że na bieżąco śledzą jej rozwój i cieszą się, że sprawnie funkcjonuje. Pozdrawiają również grono stałych bywalców. Zapewniam, że niektórych kojarzą ze względu na np. długość wpisów. Na koniec jeszcze kilka autografów dla przyjaciół, parę fotek i trzeba było się zbierać. Sympatycznie spędzone popołudnie dobiegło końca i państwo Borucowie odwieźli mnie na autobus.

Dziennikarze i sodówka.

Artur: Krytyką staram się nie przejmować, chociaż czasem coś mnie jednak dotknie. Nie chcę już wracać do wydarzeń po derby, ale naprawdę przykro mi się zrobiło, gdy dowiedziałem się, że w którejś gazecie jakiś profesor uznał mnie za prostego człowieka. Jeśli chodzi o komentarze Rafała Steca, to nie znam człowieka, poważnie…
Kasia: Artuś, no to ten z draedami z „Wyborczej”, komentuje Ligę Mistrzów w TVP.
Artur: Jego nie kojarzę. Ale Pola tak. Widocznie Stec wie lepiej, skoro twierdzi, że kibice tutaj mają mnie dość. (Rafał Stec w radiowej rozmowie z Michałem Polem - obaj Gazeta Wyborcza - stwierdził, że kibice Celtiku są coraz bardziej zirytowani „prowokacjami” Artura). Dziennikarze piszą to co im pasuje, co pomaga uatrakcyjnić artykuł czy wywiad. Nawet to rozumiem. Bywa, że się wkurzam, ale nic nie poradzę. Media uznały, że jestem atrakcyjnym rozmówcą, bo mówię co myślę i nie boję się prawdy. Wiem, że wielu ludzi tym drażnię, ale mam to gdzieś. Niektórzy sądzą, że jestem zmanierowany, że woda sodowa uderzyła mi do głowy. Ich sprawa. Przyznałem w jednym z wywiadów, że był taki moment, kiedy ta sodówka faktycznie się pojawiła, ale to odległa przeszłość…
Kasia: Artur jest normalnym facetem, takim jakim go poznałam. Nie zmienił się praktycznie wcale. Prawda jest taka, że trafiliśmy do Warszawy w bardzo młodym wieku. Artuś dokonał wielkiego przeskoku, podpisał profesjonalny kontrakt w Legii. Na konto wpływały pieniążki, o jakich mógł wcześniej tylko pomarzyć. Z dnia na dzień stać go było na wszystko czego sobie życzył…
Artur: No już nie przesadzaj! (śmiech)
Kasia: Artuś, wiesz co mam na myśli. Mogłeś pozwolić sobie na wygodne życie i dobrą zabawę. Wtedy rzeczywiście trochę mu odbiło, ale na szczęście nieciekawa sytuacja zawodowa i rodzinna szybko sprowadziła go na ziemię. Artur w tym czasie przeżył sporo przykrości, ale dzięki temu spoważniał i wydoroślał. Chociaż z tym ostatnim to już nie byłabym taka pewna (śmiech)
Artur: Ostatni raz udzielam z tobą wywiadu! (śmiech).

Dzień IV - powrót.

Podróż znaną już trasą Edynburg - Glasgow - Prestwick tym razem przebiegła z drobnymi komplikacjami. Na szczęście zdążyłem na odprawę, a czekając na samolot miałem jeszcze możliwość obejrzenia meczu Liverpool - Arsenal. Przejeżdżając przez Glasgow zrozumiałem, że w tym mieście naprawdę można się nudzić. Wszystko szare, bure i ponure, nie licząc może George Square. Przygnębiająca pogoda, co chwilę pada i praktycznie bez przerwy wieje, może skutecznie zniechęcić do wychodzenia z domu. Na szczęście Artur to twardy facet, mający dodatkowo wsparcie wspaniałej żony, więc z jesienną chandrą radzi sobie całkiem nieźle. Najlepszym tego dowodem było nasze spotkanie, podczas którego tryskał humorem.
Potwierdziły się też moje przypuszczenia: Celtic jest już dla Boruca za małym klubem. On oczywiście tego nie powiedział, nawet nie dał do zrozumienia. Patrząc jednak na miasto i na drużynę nie mam wątpliwości, że powinien zmienić otoczenie. Artur prezentuje po prostu za wysoką klasę i zasługuje na grę w zdecydowanie lepszej lidze i lepszym klubie. Im szybciej do tego dojdzie, tym lepiej dla niego.
Na zakończenie wielkie podziękowania dla wszystkich tych dzięki którym ten wyjazd w 100% się udał: mojej Anitki, Turi, Gosi, Agatki S., Kasi S. i oczywiście Kasi oraz Artura!

ILU M.!

Qba

Źródło: własne


.: dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (26)

LEGIA MISTRZ (2007-11-06 23:50:49):
http://www.talkceltic.net/forum/celtic-chat/29146-holy-goalie.html

sprawdzcie fotke jest mistrzowska - hoaly goalie :)

gratulacje za dzisiejszy meczyk

kagie (2007-11-07 00:09:48):
Po 1: trudno być przekonanym, że 15 listopada będziemy świętować awans w Chorzowie, skoro gramy tam dopiero 17.XI. ;)

Po 2: odnośnie McDonalda- nie Snippy tylko Skippy

Poza tym świetny tekst, naprawdę.
Pozdrowienia dla autora :)

piotr (2007-11-07 10:56:49):
Super reportaż

q (2007-11-07 14:37:28):
kagie- poprawiłem, dzięki

Wiki (2007-11-07 19:04:30):
Dzieńdoberek na wstępie;)O ja w mordę jeżem okładana,Qba toż ta relacja z Twych wojaży po szkockich okolicach wprost cacy.Przeczytałam ją prawie jednym ciurkiem(no mały przestój nastąpił,gdy debata zeszła na temat Legii,zupełnie nie wiem dlaczego hehe).To widzę,żeś sporządził porządny wywiad środowiskowy w roli głównej z Arturem Borucem i jego Połowicą:) Fajne to:)Kurcze czytam,czytam i zajefajnie,prócz oczywiście wspaniałego wywiadu naszego bohatera jest ujrzeć szereg przemyśleń bliźniaczo podobnych do moich własnych,no tych dotyczących Glasgowic hehe w rzeczy samej.To prawda Polaków jest tam na pęczki(w czym też niemała zasługa naszej cud polityki),w każdej skali wiekowej i randze społecznej oraz zawodowej znajdzie się po"kilka" ciekawych egzemplarzy,ale to chyba miło zobaczyć gębę do swojej własnej podobną,a tym bardziej posługującą się czymś na kształt naszej pięknej polszczyzny nie uważasz?bo szkocki ang.z czym w zupełności się zgodzę z Borucową Kasią to jakaś kiszka.A z tą "dziurą" chłopie idealne,trafne spostrzeżenie,cóż chyba nie da się tego nie zauważyć,z leksza razi w oczy;)Ach ta nasza jakże subtelna polska wrażliwość na "piękno"obcej kultury i oczywiście na wizerunki Króla Artura widniejące na wszelakich okładkach tamtejszych kolorowych pism(widzę,że Ciebie też na wstępie pognało do gazet)i to niekoniecznie skupiających się tylko na kwestii czysto sportowej,choć właśnie to ona powinna być w centrum uwagi,hmm...no właśnie powinna.I tutaj podziękowanko dla Ciebie o subtelną aluzję do tych,którzy mają miarkę w oczach i mierzą każdy centymetr kwadratowy jego ciała o uspokojenie ich obaw o nazbyt wielki przerost masy ciała nad potencjałem sił fizycznych.Jak widać zatem-Boruc prezentuje skromniejsze wymiary niż się coponiektórym wydaje.Ale właśnie Qba-tak soczyste wydarzonko,jak np.któryś już tam z rzędu gorący boiskowy epizod "wojny stuletniej"hehe z Gersami to nie ma się co dziwić,że prasa poprzestaje na moment na pisaniu o tzw.d...ie marynie,toż te mecze to istny medialny nektar,niczym gnój widłami zaczyna na dłużej roztrząsać owo wydarzenie,a że przy takiej okazji króluje na okładkach Arczi we własnej osobie(i oczywiście jego "bodylanguage" jakże dla prasy niezbędne i istotne)to chyba wszyscy po ostatniego bęcwała wiedzą,czyja to sprawka i co się za tym kryje.Hehe cóż w Ameryce modne jest popiersie Brada Pitta,w Szkocji niejakiego Arturo Boruco-kultowa postać szkockich boisk.Nawet jak sam główny zainteresowany nie chce to i tak robią z niego księżniczkę na piedestale(i żeby tylko),hmm takie życie;)No i oczywiście co poniektóre nagłówki są bombowe.Co do słów samego Artura hehe:no ktoby się tam nie nudził,ja cię kręcę...dobrze wiedzieć,że Borucek lubi się degradować do roli pani domu,czyżby smętny byt kury domowej przypadł mu do gustu?sprzątanie,pranie,gotowanie nonono zamawiam w takim razie schaboszczaka i sałatkę a la cokolwiek jeśli można;),dziwi mnie tylko ta mała ironia ze strony Kasi;)jakaś podejrzliwa,czyżby włączył się jej instynkt słowiańskiej kobiety?Heheh,no dobra nam kibicom pozostaje głęboko wierzyć,że Arczi faktycznie już "wydoroślał"(choć odniosłam dziwne wrażenie jakby Kasia miała na myśli nadal nieopierzonego pisklaka,ach ta rozbuchana młodość ma swoje prawa hehehe) i powiedzmy,że rozpieszcza Kasię niczym innym jak kurczakiem po hawajsku,a Kasia ooo np.w zamian odwdzięcza się masażem po japońsku,chyba taka wersja brzmi bardziej optymistycznie;)żartuje oczywiście.Najważniejsze,że tworzą razem związek pełen uśmiechu i luzu bo na to wygląda i to się przecież liczy.Aaa no i czasem fajnie ruszyć d...sko z chaty to ważne;)Co do kibiców"Znienawidzonych"hehehe no pewnie są gorsi niż niejeden wrzód na d..ie i raczej nie są skorni do połechtania Arcziego komplementami,wręcz przeciwnie,co jest nam znane,na meczach wpatrują się w Artka jak w "święty"obrazek no ale myślę sobie,że Arczi to talent tak niekwestionowany i tak nieprzeciętny,że potrafi przetrwać wszelki atak nie tylko ze strony The Gersów ale i gazet,a nawet i klawiatury(onetowcy itepe),cóż a nawet czyjaś pozorna życzliwość czasem okazuje się być sztuczną jak pcv.A propo The Gersów i tak jestem pełna podziwu,że Arczi prezentuje tak duże zrównoważenie,ja bym się tam z nimi tak nie cackała;)Co do"części stołecznej"tej relacji,o kurde moll Qubuś musiałeś napisać jaki to Edynburg jest krasny?ubiję Cię.Teraz leję łzy w sposób niepohamowany;(I serce mi się marze:(Właśnie w wakacje miałam go zwiedzać...tarzać się tam w rozpuście,ale niestety no życie tym razem mnie nie rozpieściło i na dwa miechy(najbardziej potworne)przeinaczyło z pozycji pionowej na horyzontalną,cóż jednym dane jest oglądanie pięknych widoków(czego zazdroszczę),innym znęcanie swego Anioła Stróża i wpatrywanie się w białe szpitalne sufity.Co do Glasgow-mi to miasto przypomina starożytną Troję oczywiście po słynnej wojnie trojańskiej hehe no tylko w nieco uwspółcześnionym stylu;)Żal mi tylko,że się zawiodłeś na pamiątkach.Ale nie wierzę,że Twój sakwojaż globtrotera wyszedł stamtąd pusty.Przyznaj się coś tam nakupował...może jakieś bokserki...są tam takie fajne...z napisem...na grubej gumie,dość obcisłe... hehehe.No widzę,że Arczi ma ten "prestiż" stroju hehe,teraz krzyże na topie, żółcienie poszły w odstawkę...do tego wszystko w śladowych ilościach,ładnie nas Boruc załatwił hehehe.Co do samego przebiegu meczu z Motherwell zgodzę się w zupełności z Twoją opinią,no może Celtowie nie zagrali imponująco ale wygrali,a to wynik idzie w świat, wrażenia artyst.się nie liczą.Może też trochę raziła nieskuteczność The Bhoysów np.Aidena,niewykorzystane kąśliwe wrzutki Naki,Hartley czy Brown też próbowali zdobyć bęcka... szkoda,że te akcje nie znalazły finału w siatce ale Bogu dzięki wszystko nadrobił za nich McDonald hehe i to dość ładnie(no jego statystka skuteczności wygląda dość okazale).Nie będę diagnozować wszyskich jak leci,dodam tylko pochwały dla Artka za świetne zachowanie się przy strzałach Portera,superpięknie,z wielką precyzją wyłapał te strzały,wykopki też całkiem ok i powiedzmy,że żadnych jego grzeszków w bramie nie pamiętam;)no i dobrze,że po spięciu z Naylorem nie ma już śladu,tym razem nie można powiedzieć,że pasowali do siebie jak pięść do nosa.Ale czysto sportowa złość zawsze potrzebna a jak;)
Aha jeszcze,co do meczu-popieram zdanie Kasi,trzeba było myśli wprowadzić w czyn,ja osobiście tylko czekałam przed tele na moment,aż Arczi wpadnie z impetem eksplodującej wiązki dynamitu i zamarkuje efektywnego karniaka.Ach zawiodłam się niesamowicie;(Jeśli chodzi o stadion i kibiców,czuje się Kuba ten klimat co?hehe."Ten luksus musi łagodzić obyczaje"hehe no chyba coś w tym jest.Z jednym Qubuś się z Tobą nie zgodzę,a propos obiektu-"wszystkie przejścia precyzyjnie oznakowane"a mnie,osobie obdarzonej niezwykłym zmysłem orientacyjnym jakoś pewnego razu nie udało się odnaleźć tam po wyjściu z toalety;),"widoczność świetna z każdego miejsca"no dodałabym "prócz trybuny chyba zachodniej,tego całego Steina czy jak mu tam",no chyba,że ktoś akurat ma wielką ochotę na kontemplowanie pleców bramkarza to widok owszem wyśmienity hehe.A co do kibiców,to prawda,też kilka razy zauważyłam rewelacyjną rzecz:wyskok na kontrolne piweczko i jego sączenie,a potem skok na stadion,aby czasem nie chłonąć atmosfery na zbyt dużą odległość i to jest nawet boskie,tylko mnie czasem rozwala widok totalnej,że tak to nazwę "orgii żarcia" na trybunach,widok nie do zniesienia ale pomeczowy rajd po klubach też ma swoisty urok hehehe.A frekwencja meczowa przyznasz imponująca,jak na grę z jakby nie było burakiem i jak na nasze polskie realia (kultury stadionowej można nam wszak pozazdrościć),tylko z tym kibicowaniem to tak mizernie,fakt faktem na ważniejszych rozgrywkach kibice dopiero dają czadu.Wtedy to czuję się tą ciepłą krew tłumów...szał i ekstazę...adrenalina niesie... zdarte gardziele...i nie ma się co dziwić,że swoi bronią Artura jak mogą,imponuje swoją grą,ale co ważne nie imponuje sam sobie,jego charyzma w bramie paraliżuje otoczenie i myślę,że już jest wielką postacią dla Celticu,to co wyrabia w bramie wzbudza podziw,na dodatek jest sobą (niestety bycie sobą nie jest dziś w modzie),gra swoje, wypina się na to co się o nim mówi i pisze(imponuje mi tym specyficznym tumiwisizmem) choć chyba są też takie sytuacje(jak tu opisana),kiedy raczej nie da się z tym na tyle otrzaskać,żeby się wogóle tym nie przejmować,jak ten profesorek,któremu zachciało się bawić w Przewodniczącego Ruchu Odnowy Moralnej i pouczać,jak Arczi ma się zachowywać.Raczej nie ma Arczi w obowiązku ściskać graby z kim popadnie.Jak temu uczonemu brakuje tematów do rozważań mogę podsunąć,a może tak np.wpływ lawy sączącej się na Sycylii na biust Madonny?chyba temat o wiele ciekawszy,a sprawę Borucowej prawicy i tego,co z nią wyczynia zostawmy łaskawie na boku.A propo pana Steca-do komentarza Kasi dodam tylko tyle,że w garniturze i z tymi dredami wygląda trochę jak spedalony,ale ujdzie.Jeśli chodzi o Legię,to oczywiście w sprawach czysto boiskowych też jestem taką samą huurraoptymistką(nie wiem czy to dobrze czy źle),martwi z kolei to,co się dzieje wewnątrz klubu, ale zdanie Artka w tej sprawie jest wcale niegłupie,tyle że temat ten jest na tyle niemiły,że zarzucę na niego zasłonę milczenia.Hmm zresztą już chyba czas wogóle zamilknąć,za bardzo się uaktywniłam,jeszcze pokojarzą moje "skromne"wpisy(Gosia pamietaj,jakby co nie pękasz i solidaryzujesz się ze mną ok?).Aha jeszcze mi się przypomniało:Quba fajnie,że zsynchronizowałeś ze mną jeszcze jedną swą myśl.Również jestem zdania,że Arczi powinien wyparzyć do jakiejś lepszej ligii,co tu dużo gadać,jego kariera rozwija się jak wściekła,były jakieś tam próby jego podkupienia(choć oczywiście tylko insynuowane)może byłby czas to uiścić,gdyby nadarzyła się sposobna ku temu okazja,w Celticu nie dokońca ma okazję zaprezentować swe umiejętności, niektóre godne stadionów świata i zadbać o dalszy ich rozwój,chyba warto byłoby popróbować czegoś nowego,no chyba,że ma problemy przystosowawcze a Glasgow niesłychanie mu się podoba(w końcu jak to kiedyś określił,nie żyje chyba w Pierdziwólce czy Pierdziszewie jakoś tak)to nie namawiam,ale nie ukrywam,że fajnie byłoby usłyszeć o jego ewakuacji do innego lepszego klubu i tam pobrykać w bramie,to tyle,ale to może są jak dla niego zbyt dalekosiężne plany życiowe.No i boję się oczywiście o reakcje mojej córci gdy zobaczy "Pana Ajtka" w innej wersji kolorystycznej.To też ważne hehe.
Aha jeszcze gratuluję Arcziemu powołania do naszej szerokiej kadry Orełów ale wiadomo jego brak w reprezentacyjnej bramce jest niedopuszczalny i jak zwykle zajmie miejsce w podstawowej "11".Będzie się działo,napewno będzie wspaniały doping kibiców i czuje już w kościach,że ta mekka polskiej piłki przerodzi się w cudowny festiwal strzelecki w roli głównej z naszymi Orełami.Już trzymam kciuki i życzę powodzenia!!!

Dobra pozdrawiam wszystkich i już mnie nie ma.
The End.

Ps.Qba Twa relcja jest bjuti!!!naprawdę!!! pozdro!!!


Gosia (2007-11-07 19:08:34):
Relacja z wypadu do Szkocji po prostu pierwsza klasa Kubuś:)
No tak,Kasia i Artur czytają nasze wypociny,więc od dzisiaj chyba trzeba zacząć uważać na to co się pisze i może nauczyć się wreszcie trochę zwięźlej formuować myśli,hehehe.
Świetna sprawa poznać wrażenia kibica ze spotkania z Arturem.To zupełnie coś innego niż te wszystkie wywiady i inne dziennikarskie fantazje,które na co dzień mamy "przyjemność" czytać.
Tu nie musimy brać żadnej poprawki i zastanawiać się ile procent tego artykułu jest prawdą.No i od razu widać różnicę:Artur został pokazany jako normalny,sympatyczny facet,z wielkim poczuciem humoru,hehe i celnymi tekstami.Prawdą jest,że ta cała jego kontrowersyjność została całkowicie wykreowana przez media,a że niektórym nie trzeba wiele,żeby rozpętać aferę,stąd też tyle szumu wokół osoby Boruca.Są ludzie,którzy cięte riposty,niektóre gesty lub inne "pomidory" w wykonaniu naszego bramkarza przyjmą z uśmiechem,inni z kolei będą udawać wielce zbulwersowanych i zrobią z niego prostego człowieka.No a to,że Artur mówi zawsze to co myśli...to jak dla mnie największa jego zaleta.
Cieszy bardzo,że nasz rodak jest tak uwielbiany w Glasgow,ale niestety prędzej czy później Szkoci będą musieli pożegnać się ze swoją legendą.Artur ze swoją klasą i umiejętnościami faktycznie powinien rozglądać się już za innym klubem.A że tak znakomity bramkarz poradzi sobie wszędzie to chyba możemy spać spokojnie i nie obawiać się,że podzieli los pewnego pana z ławy.
Na dzień dzisiejszy naszemu Borukowi wypada życzyć aby już za kilka dni mógł cieszyć się razem z pozostałymi Orzełkami i wszystkimi kibicami w Polsce z historycznego awansu do Mistrzostw Europy.Trzymam kciuki.
Ze swej strony jescze podziękowania dla Kuby no i dla Artura za autograf dla mojego bąbla.Chodzi teraz z zadartym nosem i przechwala się,że dostała "fotograf" od swojego ulubionego piłkarza.Dzięki!
Pozdrawiam stałą paczkę bywalców.

Gosia (2007-11-07 21:04:13):
O Wiki,wreszcie jesteś i widzę,że nadrabiasz zaległości,hehehe.Czy Ty wiesz jak tu pusto było bez Ciebie.
No jasne,że nie pękam,wiesz,że zawsze możesz na mnie liczyć...jak to szanowny Tępak określił "solidarność jajników":):)
Odezwij się jak znajdziesz chwilkę.Pozdrawiam gorąco.

mlody (2007-11-08 11:35:33):
tekst w pizdeczke :D

Daria8 (2007-11-08 16:17:55):
Jezu Wiki,że Ci się chciało to pisać :O
Ja w odróżnieniu od Ciebie i Gosi napiszę krótko,zwięźle i na temat :P

Relacja świetna! Naprawdę czytało się ją z przyjemnością :) no i Qba czekamy na kolejny Twój wyjazd i relację ;D

Pzdr.


nakamura junior (2007-11-08 18:09:39):
boruc to najlepszy bramkarz na świecie!!!!!!

Emilia (2007-11-08 18:42:03):
Fajny wypad Kuby na wyspe.No no tylko pozazdroscic tych wszystkich wrazen.Naprawde fajna relacja:)To mile i jestem dumna z tego,ze mamy tak fantastycznego bramkarza o super umiejetnosciach,ale i ciekawym charakterze.Ale rzeczywiscie zgodze sie z Gosia,ze juz wkrotce Artur na pewno zmieni barwy klubowe.Jakie ? pozyjemy zobaczymy.
Oby sprawdzily sie slowa Artura,abysmy 17 listopada swietowali awans do Euro 2008.Zycze tego Trenerowi,pilkarzom i wszystkim kibicom Bialo-Czerwonych.Po cichu wyobrazam sobie co to bedzie za euforia i swietowanie w kraju.
Pozdowienia dla Kuby,Artura i Kasi,no i oczywiscie dla stalych bywalcow i bywalczyn stronki:)

Wiki (2007-11-08 21:38:08):
Hehe witaj Gosiu,no tak ostatnio jakoś nie miałam głowy do materii nieożywionej ale postanowiłam po dłuższej przerwie zerknąć na stronkę, koniec z najbardziej depresyjną osobą w IV RP hehe ale wiesz muszę uważać, żeby czasem mój amanto furioso zaś mnie nie podejrzewał o kazirodczy związek z kompem bo jescze wprowadzi jakiś limitowany dostęp do sieci w sprawach niezwiązanych z pracą-wiesz...ta jedność jajec hehe.Ale obiecuję,że postaram się w miarę namiętnie śledzić wirtualną rzeczywistość gł.borucową i oczywiście jak będę miała więcej luzu to może wpadnę na GG.Pozdrowionka:)

Wiki (2007-11-08 22:06:32):
Daria8-właśnie wczorajszego wieczoru testowałam nową klawiaturę i musiałam porządnie rozruszać wszystkie klawisze stąd ten "tasiemiec";)poza tym nieukrywam,hmm mam dość rozwiązły jęzor ale zapewniam walczę z tą zmorą jak tylko mogę;)Pozdro:)

KIBIC (2007-11-08 23:28:20):
O KTÓREJ GODZINIE W PONIEDZIAŁEK ARTUR PRZYLATUJE Z GLASGOW DO POZNANIA?
Bo ja mieszkam w Poznaniu i bardzo bym chciał zobaczyć naszego najlepszego bramkarza, a pomyślałem że szansa jest na lotnisku... A może chociaż godzina odlotu z Poznania na Śląsk w piątek? Dlatego byłbym bardzo wdzięczny, jeśli ktoś z redakcji udzieliłbym mi takiej informacji, o ile wiadomo Wam coś na ten temat. A jeśli nie, może jakoś Wam się uda... Dla Was to może być rzecz niewielka, ale dla mnie - kibica niezmiernie wielka i ważna. Z góry dziękuję!

Daria8 (2007-11-09 10:09:56):
Wiki- aa no chyba że ;] w takim razie rozumiem powód wystąpienia "tasiemca" hehe


megi (2007-11-09 16:14:13):
No tak !!! nasza Wiki i Gocha dały czadu z pisaniem ( matko ja już prawie oślepłam z tego czytania) no ale fajne wywody mimo wszystko. A odnośnie relacji Qby to także rewelka - no było co poczytać:) kurcze tak rzadko tu wpadam bo za bardzo czasu przy małej nie mam, ale odrabiam w czytaniu jak mogę.
Pozdrowionka dla Madzi Szuwarek, Wiki, Gosi, Turi i Qby oczywiście.


Tępa Strzała (2007-11-09 22:48:22):
Tak ta relacja Qby z jego pobytu w Szkocji jest naprawdę rewelacyjna. Fajne przemyslenia rownie fajny wywiad z Arturem i jego żoną. W końcu od gazetowych nowinek można przeczytac cos innego autentycznego w koncu relacja z pierwszej reki.
Boruc jak widać zwykle spoko koleś w zaden sposob nie zadufany w sobie na dodatek z odlotowym poczuciem humoru wporzo gostek i tyle. Relacja naprawde super.

Wika-o my goodness mała ale ześ sie kochana rozbrykala w polowie twego komentarza po prostu skapitulowałem, no ale tak cala ty jak zwykle dowcipas z ciebie niemozliwy i supcio ześ wreszcie trochę poklepała w komputer heh nazbierało się tych przemyśleń:) buziaczki

Gosia-oj szanowna nieladnie nieładnie mam nadzieje że napisalaś to w celach kokieteryjnych heheh, no ale jak szefujecie pełną parą przy kompach i knujecie spiski wiec chyba moja droga trafnie to ująłem nie uważasz:) buźka:)

Megi-no gratuluje małej nypelki pewnie pierwsze kibicowanie ma już za sobą co. Coraz wiecej tych małych kibiców w przyrodzie bedzie mial nas kto godnie zastąpić w przyszłosci heheh pozdrawiam goraco.

megi (2007-11-10 08:42:51):
Tępa Strzała - no wielkie dzięki za gratulacje no w zasadzie to niemiałam jeszcze okazji ani czasu na pokibicowanie z małą, ale bez obaw wszystko przed nami tv uwielbia oglądac więc jest ok.
pozdrówki:)

Gosia (2007-11-11 13:06:49):
Wiki,cieszę się,że już wszystko ok,a Twój "amanto furioso" chyba nie jest taki groźny...póki nic nie knujemy oczywiście:)

Tępuś,co nieładnie?Powinieneś się cieszyć,że na forum Twoje słowa cytuję,hehe.A odnośnie spisków to nie przesadzaj,skąd Ci się liczba mnoga wzięła?Tylko raz nas trochę fantazja poniosła:)

No dobra,ale ja tu weszłam w konkretnym celu,szukam chętnego do zakładu...chodzi mi o mecz Polska-Belgia,hehehe Tępa Strzała,może skusisz się tym razem? :):):)

Michał (2007-11-13 13:24:24):
Chociaż nie znam sie na piłce, to wywiad przeczytałem od początku do końca. Świetny! Na przyszłość życzmy Kubie odwiedzenia, któregoś z naszych kadrowiczy w cieplejszym zakątku świata - może Jacek Bąk zagra kiedyś w OFI KRETA. Pozdrawiam. Michał Agia Pelagia.

Kondek (2007-11-13 17:38:53):
Racja piękna i dośc ciekawa jest ta relacja Qby fajnie się ja czyta heh trochę humorystyczna poza tym świetnie oddająca klimat tego spotkania. Oby wiecej okazji do takich spotkań. No i ją to lekko się czyta ale pewne komentarze pod nia zamieszczone to już cieżko się oglada heheh.

Tylko słowo od "furiosa" do "wypędzonych z buszu":będą te limity będą;)
Tępak- stary radzę ci dobrze wsystko tylko nie zaklad z którąś z "wypędzonych" jeśli chcesz spokojnie obejrzeć ten meczyk do końca;)
Pozdrawiam wszystkich a dla megi moje spoźnione gratulacje.


megi (2007-11-14 10:05:17):
Kondek - wielkie dzięki :) pozdrawiam

Michał1916 (2007-11-16 13:43:54):
Ooooooh Artur Boruc The Holy goalie
He hates the huns
He blessed himself at Ibrox
And the huns went aff their nut
Hes aff his fuckin rocker
and he says GOD BLESS THE POPE


ja (2007-11-20 19:03:44):
Pan Artur:D to oczywiście najprzystojniejszy sportowiec. ma on także bardzo ładną żonę:D
więc:dużo pomyśloności, i wszystkiego co najlepsze życzy no...Karolinka

Paulaaa (2007-11-24 09:56:54):
Siuperr artur kocham cie jestes booski

Marakana (2007-11-25 14:16:02):
Paulaaa- weź sie schowaj. pewnie dopiero teraz nauczyłaś się pisać na klawiaturze... żałosne... :/

 
Wiadomość:
Treść komentarza:
Autor:
Mail:   

DODAJ KOMENTARZ
Do dodania kometarza wymagana jest obsługa JavaScript!
Redakcja ma prawo do usunięcia lub redagowania komentarza.
UWAGA! Jeżeli komentarz będzie zawierał treści niecenzuralne lub obraźliwie lub niezwiązane z tematem nie zostanie opublikowany.


© 2005-2007 ArturBoruc.com Wszelkie prawa zastrzeżone.
Created by Legia LIVE!
Profesjonalne statystyki odwiedzin