HOME | O ARTURZE | BIOGRAFIA | KARIERA
WYWIADY | OSIĄGNIĘCIA | GALERIA
TAPETY | KSIĘGA GOŚCI | LINKI | KONTAKT




Wtorek, 24 lipca 2007
Ważę tyle, ile chcę.

Artur Boruc jest bez wątpienia piłkarzem nietuzinkowym, ale nie zalicza się też do standardowych rozmówców. Nieustannie ironizuje, co chwilę żartuje, ma bardzo duży dystans do siebie i boiskowych wydarzeń. Tak naprawdę nie wiadomo więc czy znalazł się w kręgu zainteresowań FC Barcelona. Pewne jest natomiast, że bardzo chciałby występować w klubie z Katalonii, bo tylko tam mógłby - wedle własnej opinii - osiągnąć jeszcze wyższą klasę niż w ulubionym Celtiku Glasgow.

- Nigdzie się nie wybieram - przynajmniej na razie - z Celtiku Glasgow, a zwłaszcza do Barcelony - rozpoczął Boruc. - Mocno wytężam szare komórki, ale nie mogę sobie przypomnieć, żeby ktokolwiek związany z katalońskim klubem próbował się ze mną skontaktować. A nawet jestem pewien, że nic podobnego nie miało miejsca.

Piłka nożna: Skąd zatem wzięła się informacja, że FC Barcelona zamiarze sięgnąć po Boruca?

Artur Boruc: Nie mam zielonego pojęcia. I bardzo chciałbym się dowiedzieć, kto i po co wymyśla takie newsy. Jestem zdziwiony, że to akurat mnie próbowano - w cudzysłowie - sprzedać na Camp Nou. Czyżby nie było w już w Polsce popularniejszych piłkarzy?

Ma pan w umowie z Celtikiem wpisaną klauzulę o wysokości odstępnego?

- Nie... mogę powiedzieć. Nie mam prawa udzielać żadnych informacji dotyczących finansowych zapisów w kontrakcie.

O, zmienił pan płytę. Dotychczas na niewygodne pytania odpowiadał pan po prostu: pomidor.

- W tej akurat kwestii nie chcę robić na siłę tajemnicy, naprawdę nie mogę na wspomniany temat rozmawiać. A decyzję czy zostanę na Celtic Park, czy może jednak zostanę sprzedany i tak podejmie menadżer Gordon Strachan.

Na pewno rozmawiał pan jednak z ciachem na temat swej przyszłości w Glasgow.

- Na pewno? Czyżby prasa bulwarowa w Polsce już poinformowała o tajemnej naradzie i wszyscy już wiedzą o tym, czego ja - czyli najbardziej zainteresowany - jeszcze nie zdołałem ustalić? To oczywiście żart. Celtic nie chce mnie obecnie sprzedać. Tyle że każdy piłkarz ma oczywiście cenę. I jeśli zgłosi się chętny gotowy sprostać żądaniom właścicieli mojej karty - na pewno nikt na siłę nie będzie mnie w Glasgow zatrzymywał. O dotychczasowych ofertach nie ma jednak sensu opowiadać. Naprawdę nie ma o czym mówić.

Gdzie zatem w najbliższych dniach rzucą pana piłkarskie losy?

- Najpierw do Londynu, na kontrolne spotkania z Peterborough i Queens Park Rangers, a następnie do USA na ośmiodniowe zgrupowanie.

No to będzie okazja do podpromowania się w Anglii.

- Zgadza się. Z drugiej jednak strony po występach w Lidze Mistrzów chyba nie muszę zabiegać o reklamę na Wyspach, bo ktoś na pewno jeszcze pamięta dobre mecze Boruca. I wcale nie ma takich ludzi mało.

Kibicom trudno o panu zapomnieć. Jak nie ratuje pan z opresji kobiety w ciąży napadniętej przez bandytów w parku, to przynajmniej wdaje się w przepychanki zna tle religijnym z fanami Rangersów.

- Było to mało znaczące, wręcz przypadkowe incydenty, które zostały niezwykle rozdmuchane przez media. W obu wypadkach nie działałem z premedytacją, po prostu znalazłem się w takim miejscu i czasie, że inaczej nie mógłbym się zachować.

Na mecz Legii Warszawa w ubiegłym sezonie też pan przyleciał przypadkowo i tylko zbieg okoliczności sprawił, że wejście na stadion już po pierwszym gwizdku zarejestrowały kamery Canal Plus. Nie ma co - potrafi pan znajdować się, zupełnie niechcący, w centrum wydarzeń, a w każdym razie skupiać na sobie uwagę.

- I cóż mogę na to poradzić? Taki już mój urok, że jak jedyny raz wybrałem się na ligowe spotkanie ukochanego klubu, to od razu wpadłem przed kamerę. Jak pomagałem ciężarnej rodaczce w Glasgow, też ktoś musiał to zauważyć, choć proszę wierzyć - nie zabiegałem o rozgłos.

Bał się pan wówczas?

- Zawsze w takich momentach jest w człowieku lęk, albo przynajmniej obawa, że może stać się coś złego. Nie było jednak czasu na analizowanie sytuacji, trzeba było reagować błyskawicznie i stanowczo. Zachowałem się po prostu tak, jak na moim miejscu zachowałby się każdy normalny facet.

Ilu było napastników?

- O kurczę, już nie pamiętam.

A dlaczego prowokuje pan protestanckich fanów Rangersów?

- Ja? To przekłamania i naprawdę wyolbrzymiane fakty. Prawda jest taka, że kibice Rangersów po prostu nie przepadają za mną. Ba, nawet bardzo mnie nie lubią. Do tego stopnia, że już nigdy nie zmienią zdania. Sprawa została rozdmuchana i na nic zdałyby się ewentualne pojednawcze gesty z mojej strony. Szczerze jednak powiem, że nie bardzo się wspomnianą antypatią przejmuję.

Rozumiem, że nie zagląda pan do dzielnic Glasgow zdominowanych przez sympatyków Rangersów?

- Taka jest bodaj w mieście tylko jedna i rzeczywiście jeśli nie muszę - nie zapuszczam się w nieprzyjazne rejony. Właśnie jednak wówczas, gdy doszło do omawianego incydentu w parku, byłem tam, bo akurat wracałem od brata ciotecznego, który poszedł w moje ślady i znalazł pracę w Glasgow.

Rodzinny z pana człowiek.

- O tak, lubię otaczać się krewnymi. O rodzinę staram się dbać, jak tylko umiem najlepiej. Nie zawsze jednak wychodzi tak, jak bym sobie życzył.

Co byłoby dla pana sportowym krokiem do przodu?

- Awans do dalszej fazy Ligi Mistrzów niż udało się to w ubiegłych rozgrywkach z Celtikiem. Mój obecny klub ma naprawdę solidną markę w Europie, więc aby robić postępy nigdzie nie muszę się przenosić.

A nie chciałby pan przejść do zespołu z absolutnego kontynentalnego topu?

- Na pewno w takim klubie jak Barcelona, albo innym co najmniej tak samo dobrym, mógłbym się jeszcze rozwinąć, podnieść umiejętności. W tym cały jednak ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Bo na siłę nigdzie nie zamierzam się pchać.

Jakie są inne kluby, które ceni pan na równi z katalońskim gigantem?

- Kilka na świecie na pewno dorównuje klasą zespołowi z Camp Nou. Wydaje mi się jednak, że standardy wytycza właśnie Barcelona. To byłby dobry adres dla takiego gościa jak ja, żeby poprawić kwalifikacje. Do hiszpańskich czy angielskich średniaków nie zamierzam nawet pukać, to byłoby nie fair wobec Celtiku. Trzeba się szanować.

Jakie ma pan marzenia dotyczące nadchodzącego sezonu? Liga Mistrzów jest już zaliczona, finały mistrzostw świata - również.

- Można jednak odegrać czołową rolę w Champions League i wierzę, że stanie się to moim udziałem. W barwach Celtiku - żeby nie było wątpliwości. A największe marzenia dotycząc oczywiście finałów mistrzostw Europy, w tej imprezie jeszcze nie występowałem.

Po porażce w Armenii trochę jednak austriacko - szwajcarski czempionat oddalił się od reprezentacji Polski.

- Wiadomo jak to jest w długim i wyczerpującym sezonie - choćby się bardzo chciało, nie można utrzymać wysokiej i stabilnej formy przez cały czas. Mecz w Erewaniu mi nie wyszedł, co do tego pełna zgoda. Nic jeszcze jednak nie uciekło, więc nie ma sensu płakać. To już było, minęło, trzeba jak najszybciej zacząć myśleć o kolejnym spotkaniu. Z wysoko podniesioną głową, bez oglądania się na porażkę z Armenią.

A może jednak warto wrócić wspomnieniami na Kaukaz, chociażby po to, żeby wyciągnąć wnioski. Może zespołowi, który ogrywa Portugalię zwyczajnie nie wypada przegrywać z Armenią?

- Mam inne zdanie na ten temat. Futbol dlatego jest najpiękniejszą grą na świecie, że nie zawsze wygrywają faworyci. Celtic jest w Szkocji potentatem, a zdarza się klubowi z Glasgow kilka razy w roku zgubić punkty w starciach z przeciwnikami postrzeganymi za maluczkich. I nikt w szatni nie rozdziera potem szat. Niespodziewana porażka reprezentacji Polski z nisko notowanym przeciwnikiem powinna być odebrana podobnie.

Czyli jak?

- Jak wypadek przy pracy. Nawet bowiem w sytuacji, gdy mecz nam nie wyszedł byliśmy lepsi od Ormian, stworzyliśmy znacznie więcej sytuacji. I powinniśmy byli wygrać. Co jednak nie udało się w Erewaniu, uda się w kolejnym występie.

Ma pan do siebie pretensje o utratę gola z rzutu wolnego w Erewanie?

- A to my kiedykolwiek graliśmy w tym mieście? Proszę, jak szybko zdążyłem zapomnieć.

Tak błyskawicznie wyrzuca pan nieprzyjemne zdarzenia ze świadomości?

- Nawet szybciej. I nie lubię nieustannie roztrząsać podobnych sytuacji. Co się stało - już się nie odstanie.

To prawda, tylko czy ma pan czyste sumienie? Kilku specjalistów, w tym uważany za bramkarski autorytet Jan Tomaszewski, zarzuciło panu nadwagę.

- Były golkiper reprezentacji Polski, bohater z Wembley, jest chętnie cytowany na łamach prasy. I oczywiście ma prawo mieć swoje zdanie, którego nawet nie zamierzam komentować. Nie muszę też jednak opinii pana Janka podzielać.

Proszę jednak szczerze powiedzieć czy złapał pan nadprogramowe kilogramy?

- Z taką tuszą, jaką mogę się obecnie pochwalić, czuję się świetnie. A tak naprawdę nie ma zupełnie znaczenia czy będę ważył 215 kg, czy tylko 80, jeśli będę dobrze bronił. Bo w końcu o to chodzi w moim fachu.

To może powinien pan chociaż zmienić krawca, bo naprawdę w stroju, w którym wystąpił pan w Erewaniu wyglądał pan na człowieka przy kości.

- I bardzo dobrze, bo czasami lubię prezentować się jak grubasek. Postanowiłem przytyć 10 kg, żeby ludzie zaczęli wreszcie o mnie gadać. W końcu nieważne jak mówią o piłkarzu - dobrze czy źle - byleby z nazwiska.

Żarty żartami, a Strachan może nieźle panu wycenić zbędny tłuszcz.

- Nawet nie zdradzałem się przed menadżerem, że chcę przytyć. Nie znam też paromierza w Celtiku, bo na szczęście nie przekroczyłem żadnych limitów. Mogę jeszcze dodać, że nie zamierzam wystawiać na próbę cierpliwości klubowego szkoleniowca.

Za to UEFA chyba sprawdza pańską wytrzymałość, bo ukochana Legia została ukarana za wileńskie incydenty niezwykle surowo.

- Niestety domyślałem się, że właśnie tak będzie. Co prawda, za bardzo podobne przewinienia Roma otrzymała jedynie sankcje finansowe, ale wiadomo, że Włosi traktowani są w europejskiej federacji na specjalnych prawach. Z drugiej strony - jeśli w Szkocji mówiło się ostatnio o awanturach na stadionach, to niestety głównie z udziałem polskich kibiców. Pewnie także dlatego UEFA zdecydowała się na stanowcze kroki. W moim odczuciu kara jest jednak za surowa. W końcu identyczną otrzymała Wisła przed kilku laty, ale wówczas w Krakowie na boisko poleciał nóż, na dodatek w kierunku piłkarza.

A jak ocenia pan zachowanie stołecznych pseudokibiców na stadionie Vetry?

- W ogóle nie oceniam. Też mogę, zresztą praktycznie w każdym momencie, zachować się bardzo niekonwencjonalnie na stadionie, a wówczas taka opinia okazałaby się zupełnie bez sensu. Ktoś mógłby mi zasadnie zarzucić, że nie mam prawa się mądrzyć na ten akurat temat.

Cieszy pana, że już wszyscy bramkarze reprezentacji Polski, którzy byli na finałach Weltmeisterschaft 2006, znaleźli zatrudnienie na Wyspach?

- Cóż, to najlepsze potwierdzenie, że jest taki kraj na świecie, gdzie dobrze szkoli się golkiperów. Akurat w Wielkiej Brytanii doceniono nas, coraz liczniejsza polska grupa bramkarzy w angielskich i szkockich klubach robi dobrą reklamę całemu naszemu futbolowi. Zawodnicy z pola wcale nie są jednak gorsi, bo Marek Saganowski i Grzegorz Rasiak także cieszą się na Wyspach wielkim szacunkiem.

A dlaczego nie powie pan otwarcie, że Polacy mają lepszych bramkarzy niż Wyspiarze?

- Bo raz już tak powiedziałem i zostało to bardzo źle odebrane. Z faktami nie sposób jednak polemizować. Wystarczy spojrzeć, ilu Anglików broni w klubach Premiership i Championship. Z drugiej zaś strony na pewno nie ma przypadku w tym, że Manchester United czy Arsenal Londyn sprowadzają zawodników z Polski. Nie można jednak mówić o modzie na naszą nację, bo za pochodzenie tu po prostu nie płacą. Zwłaszcza kiepskim zawodnikom.

Tymczasem Jerzy Dudek podpisał kontrakt z Realem Madryt. To oznacza, że wróci do walki o miejsce w reprezentacji Polski?

- Tak postawione pytanie należałoby zadać selekcjonerowi Leo Beenhakkerowi. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli wiadomość się potwierdzi, to będę się bardzo cieszył szczęściem Jurka.

Znów pan ironizuje?

- Nie, teraz jestem szczery. Jesteśmy kolegami z kadry i naprawdę dobrze Dudkowi życzę.

To dlaczego nigdy podczas wspólnego pobytu na Wyspach nie spotkaliście się na prywatnej stopie?

- Bo nie było czasu. Każdy ma zresztą własny krąg najbliższych znajomych, a poza tym - aż tak blisko nigdy nie byliśmy.

Sprawia pan wrażenie człowieka bardzo wyluzowanego. Domyślam się, że tegoroczny urlop był udany.

- Owszem, choć nieco za krótki. Trochę pobyliśmy z żoną w Warszawie, trochę w Siedlcach, znaleźliśmy też jednak czas, żeby na dwa tygodnie uciec na Cypr. Siedem dni towarzyszyli nam tam przyjaciele, a potem cieszyliśmy się z Kasią wyłącznie sobą. Na koniec żałowaliśmy oczywiście, że wakacji nie można przedłużyć. Zwłaszcza ja, bo poprzedni sezon był naprawdę długi i wyczerpujący.

Czego panu życzyć na nadchodzące rozgrywki?

- No, przede wszystkim, żebym choć trochę schudł. A tak zupełnie poważnie to zdrowia. Jeśli dopisze - wszystko powinno potoczyć się po mojej myśli. Bo naprawdę ważę dokładnie tyle, ile chcę.

Źródło: Piłka Nożna


.: dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze czytelników. Mamy prawo do usuwania i redagowania komentarzy.
Wasze komentarze: (17)

Kasiu(L)ka (2007-07-24 19:34:08):
POMIDOR ;)

_______________________________________

BORUC jest NIESAMOWITY . wywiady z Nim są genialne . uwielbiam je czytać ...

przeBOGATA osobowość naszego bramkarza ... hm " Bo naprawde ważę dokładnie tyle, ile chcę " .

za to CIĘ kochamy ARCZI :) :**

osa (2007-07-24 21:31:28):
Bardzo fajny Wywiad :)

Gosia (2007-07-25 19:24:55):
Czytając wywiady z Arturem wyobrażam sobie zawsze jak bardzo poirytowany musi być dziennikarz z nim rozmawiający.Próbują go podejść na różne sposoby, nie zawsze mądrymi pytaniami,jednak Artur,jak mało kto potrafi zarzucić taką ripostę,że pewnie już niejednemu dziennikarzynie popsuł szyki.
Jego wypowiedzi są na pewno charakterystyczne i o to chodzi:)
Wszędzie mnóstwo bezbarwnych, nic nie wnoszących wywiadów ze sportowcami, o których zapomina się zaraz po przeczytaniu...a o "pomidorze" Artura pamiętają do dzisiaj,hehehe.
No, może jeszcze jeden z polskich bramkarzy ma swego rodzaju talent do formuowania myśli...ale to już troszkę inny gatunek sztuki, ocierający się chyba o pamiętnikopisarstwo.A kto wie,może swego czasu i jakaś telenowela się z tego zrodzi:)


Wiki (2007-07-26 01:26:43):
Wywiadzik że ho ho;)Jak zwykle wniosek:Arczi to super typek.Hehe,no tak gruntowne studia nad Borucem wciąż trwają i to już pod każdym niemal kątem,jak zwykle mówienie dla samego mówienia.Pewnie kiedyś gdzieś tam da dyla do jakiegoś nowego klubu
a wierzę bardzo,że będzie to Barca ale przedwczesne wyssane z palca pogłoski o przenosinach naszego bramkarza, zawzięte dyskusje transferowe wokół jego osoby stawały i stają się pomału irytujące,jak i cholera mać samo przyczepianie się do rzekomego spadku jego formy o czym niby miały poświadczyć ostatnie nasze kadrowe zmagania.Fakt faktem Arczi spisał się między słupami siako tako,wręcz nijako ale siłą rzeczy nie można być,baa nie jest się w stanie być przez cały sezon na pełnych obrotach,a tym bardziej trudno tego wymagać na finiszu ligowych rozgrywek,jest to proste do pojęcia jak konstrukcja cepa,a co najfajniejsze,że Arczi nie wysuwa tu śmiało prawa weta wobec tych,którzy zarzucają mu spadek formy,owszem przyznaje się do błędów i przynajmniej w odróżnieniu od innych "mądrych głów" nie roztkliwia się nad tym,a potrafi odnaleźć pozytywy.W każdym razie w związku z ostatnimi rewelacjami o wylądowaniu Dudiego
w Realu(czego oczywiście mu gratuluję jakby nie było)wątpię,by Benek musiał
przy wyborze obsady bramy na kolejne mecze Orzełków pokusić się o zabawę w "entliczek pentliczek",wiadomo kto jak na razie(i daj Boże jak najdłużej) sytuuje się na szczycie.Ale prawdą
jest i co powinno cieszyć moim zdaniem to fakt,że wyhodowaliśmy na ojczyzny łonie pokaźne grono uzdolnionych golkiperów,nawet takich młodych
kaczeńców,którymi już interesują
się zagraniczne kluby i to jest powód do dumy.No i co poniektórzy marzący o iście atletycznych kształtach;)mogliby przestać być "nadgorliwi"i dać se sianka z gdybaniem o borucowej masie,a już na pewno pan Janek Tomaszewski z mojego punktu widzenia ma tu g***o do powiedzenia,zawsze mówi tak,jak mu w danej sytuacji najwygodniej,nie potrafi przygryźć wary,gdy to konieczne
a jedyne,co potrafi to siać ferment. Jest jedna zasadnicza różnica między nim a Artkiem,Artek jest zdolny a pan Janek jest zdolny...ale do wszystkiego:raz chwali raz gani,cóż jakiś niedookreślony.Niech może sam sobie zaśpiewa pod nosem "motylem byłem ale przytyłem"bo w mojej 50 calowej wizji...no z ledwością się mieści,chucherkiem trudno go nazwać.W każdym razie Boruc to napewno bramkarz dużego formatu,tyle,że formatu pojmowanego zgoła inaczej.A o tych fantastycznych"perypetiach"w LM z Artkiem w roli głównej oczywiście pamiętamy i na nowe znów czekamy,a jak:)Mam nadzieję,że Arczi
spełni wszystkie swoje aspiracje,tego mu życzę,a póki co(w myśl ostatniej prośby z wywiadu):"no to zdrówko"
chłopie:)


julia (2007-07-26 12:05:15):
ahahahahaha artur boski jestes!

Zuza (2007-07-26 13:09:31):
kolejny raz przekonałam się o tym,że to bardzo inteligentny facet:)

Ulusia (2007-07-26 15:08:39):
ARTUR, JESTEŚ SUPER, UWIELBIAM CIĘ I MYŚLĘ O TOBIE KAŻDEGO DNIA!!!!!!!!!!!

Dla ciebie idę za głosem serca :*

filip (2007-07-27 15:11:34):
nigdy nie widziałem wywiadu z borucem w którym boruc byłby poważny na 100%.

i za to go lubie,
brc rlz

Milena (2007-07-28 21:34:20):
On zawsze mnie zaskakuje....pozytywnie!naprawde..on jest swietny pod kazdym wzgledem...:)

sciema (2007-07-30 17:39:33):
gowno obchodzi kogo ile on wazy!!najwazniejsze by bronił...

Paulinka (2007-08-02 12:40:24):
Nie nazwe Boruca bohaterem bo pewnie i tak sobie by tego nie zyczyl ale coz... Mistrzem moge go nazwac:D Arczi gora:) Kochamy Cie;)

Krosnowiczanin;) (2007-08-10 00:22:50):
mozesz Arturo ważyc nawet i 100kg :) Oby Ci to tylko w bronieniu nie przeszkadzało ;-)
Bulwarowce nie maja sie czego czepiac to czepiaja się wagi - żenada. Prawda jest taka, że zazdroszczą Polakom bramkarza:D

lena (2007-08-16 21:22:43):
cześc artur jestes zajebisty...uwielbiam cie buzioOoOoOoOoOle dla ciebie

kristina87 (2007-08-19 14:45:57):
Artur jest boski, śliczny, zdolny i do tego inteligenty. dla mnie może ważyć jeszcze dwa razy tyle co tearaz a i tak będzie najlepszy i najprzystojniejszy:)
swoją drogą Tomaszewski nieźle się musi nagłowić, żeby co rusz wymyślać takie bzdury, aby go fakt i tvn cytowały:) może dobrym był bramkarzem, ale teraz wyraźnie marzy mu się kariera w tv.
Artur jest the beściak, jago wywiady to chyba jedyne warte czytania wywiady sportowców, bo niewielu z nich ma coś ciekawego do powiedzenia.
ale jeszcze lepiej jes Artura słuchać... on ma super boski głos:) uwielbiam go słuchać:)

za duzo slodkosci (2007-08-21 03:05:48):
czemu wszyscy chwaliscie boruca?

Fanka (2007-08-29 22:29:06):
Arczi jest swietnym facetem i bramkarzem.POdoba mi sie jego charakter i jego sposob bycia.Zawsze kiedy tylko czytam lub ogladam jakies informacje o arturze okazuje sie ze wszystkich pozytywnie zaskoczył i to jak na maks albo broni karnego albo broni kobiete w parku ktora jest atakowana przez bandziorow w parku. Brawo Artur za to cie kocham.

:) (2007-08-30 11:36:45):
Artur jesteś naprawde mądry po tym wywiadzie się do tego przekonałam.... Mówisz co uważasz za słuszne i nie wstydzisz się tego.... Pełen podziw :) :) ;):) :) :)

 
Wiadomość:
Treść komentarza:
Autor:
Mail:   

DODAJ KOMENTARZ
Do dodania kometarza wymagana jest obsługa JavaScript!
Redakcja ma prawo do usunięcia lub redagowania komentarza.
UWAGA! Jeżeli komentarz będzie zawierał treści niecenzuralne lub obraźliwie lub niezwiązane z tematem nie zostanie opublikowany.


© 2005-2007 ArturBoruc.com Wszelkie prawa zastrzeżone.
Created by Legia LIVE!
Profesjonalne statystyki odwiedzin